Stan Badań - Edward Munch "Krzyk" pomocy!!!
Witam! Mam do napisania opis dzieła sztuki, jednym z jego elementow jest stan
badan: obecnie mam informacje na temat jednej ksizki mowiacej o tym obrazie i
zajmujacej sie jego tematyka. Jezeli ktos zna lub czytal jakas ksiazke
zwiazana z probelmatyka obrazu bardzo prosze o pomoc prosze o krotkie i
tresciwe streszczenie ksiazki i wnioski jakie wynikaly z jej tresci o obrazie

dziekuje z gory , naprawde pilne

· 

Po spotkaniu
Cześć Wszystkim !
W opisie Joli brakuje jednego istotnego elementu.
Mianowicie opisu Joli.
Tak więc w ramach skromnych możliwości oferowanych przez komputerową klawiaturę
spróbuję przedstawić na pewno niewyczerpujący katalog cech:
/Uwaga ! Tekst nie jest sponsorowany !/
- piękna,
- młoda,
- inteligentna,
- wykształcona,
- sympatyczna,
- pogodna,
- otwarta,
- wrażliwa,
- kontaktowa,
- etc.
Specjalnie wszystkiego nie wymieniałem, żeby pozostawić pole do popisu
pozostałym uczestnikom :-))))
Ponieważ nie ma ludzi bez wad, dla dopełnienia obrazu Joli zmuszony jestem
przytoczyć ich wyczerpujący katalog, aby tym razem pola do popisu innym nie
pozostawiać:
- nie lubi whisky :((((

Spotkanie przebiegło gładko, zwłaszcza jak na pierwszy raz, gdzie wszyscy się
dopiero poznawali. O dziwo - w dyskusjach nie dominowały tematy motoryzacyjne.
Trwało jednak trochę za krótko, bo jak się na dobre rozkręciliśmy, to trzeba
się już było porozjeżdżać. Popieram zatem wniosek Adama - następne spotkanie
musi być zdecydowanie dłuższe i z noclegiem. Katko - buduj ten dom, radzi byśmy
Cię odwiedzić:-)))))

Pozdrawiam wszystkich i szerokiej drogi (do Rada).
Metody.

Ps> Czy ktoś ma w zapasie sprawny moduł Kernel32, bo mój się zupełnie rozwalił
i zawiesza mi system :-)

Gość portalu: terra napisał(a):

> Przy otwieraniu pliku, po kliknięciu na niego pojawia się małe okienko, w
> którym widać pełny obraz strony i wtedy ten obraz jest OK. Problem pojawia
> się gdy otwieram plik w skali 1:1 bo niektóre elementy nie są np. kolorowe
> jak były w pomniejszeniu tylko są puste (np. jest sama ramka). Co to znaczy i
> w czym jest problem ?

to sie nazywa pelen opis problemu... czytalem chyba z 3 razy i nadal nie jestem
pewien o co Ci chodzilo. Gdzie pojawia sie to male okienko ? Czy chodzi Ci o
podglad pliku w winXP ? O jakim wogole pliku piszesz ? HTML ?

Ogolnie post jest naprawde "zaczarowany"....

Gość portalu: widz napisał(a):

> Neospazmin czy jak ci tam... kazdy, kto sie otarł o reżyserię wie, że właśnie
> te trzy przedstawione przez ciebie elementy czyli dziecko, pies itd są mocnym
> uderzeniem i tylko sprawność warsztatowa, głęboka pokora wobec materii i
> wrażliwość reżysera gwarantują, że powstanie z tego coś znacznie głębszego
> ponad zwykłe epatowanie obrazami przemocy. twoja analiza jest ewidentnie
> podszyta żółcią, az ci się ulewa. Zazdrościmy trochę, co? weź kamerę i zrób
> dziełoo, co się wybija nad poziomy. albo zacznij uprawiać sport, to podobno
> leczy wszelkie frustracje.

Pisalem CZEMU uwazam ten film za zly.Za psychologicznie nieautentyczny i nie
potrafiacy zgrac nawet bedacych samograjem elementow fabuly.
Twoj opis filmu "sprawnosc warsztatowa,gleboka pokora wobec materii i
wrazliwosc rezysera" nijak sie nie odnosi do konkretnych zarzutow jakie
wysunalem przeciw temu obrazkowi.Blizszy jest raczej pisaniu o"humanizmie i
slusznej linii filmu".
Druga polowa twojej recenzji z mojego postu dotyczy mojej osoby.Jestem tu
wylacznie konsumentem i zadanie zebym sam cos stworzyl jest podobnym do tego
zebym napisal nowego "Pana Tadeusza" skoro stary mi sie nie podoba.Zero
zolci,zazdrosci-marzenie o dobrym polskim filmie.
To u ciebie widze zolc raczej, pogarde dla mnie (..czy jak tam sie
zwiesz",wycieczki nt frustracji,sportu)niz wole merytorycznej rozmowy.
mimo wszystko pozdrawiam
m.

PS. zdjecia sa swietne.Ale niestety to jeszcze nie robi filmu.
m

· 

Zasadniczo się zgadzam. Przejawy wzmożonej religijności obserwowane są u ludzi, którzy przeszli śmierć kliniczną. Widzą oni ów sławny tunel ze światełkiem na końcu - są to jakieś wyładowania elektryczne w mózgu. A że ludzie to interpretują w taki sposób, to inna rzecz. Uwarunkowane jest to istniejącą tradycją, wierzeniami i opisami zaistniałych zjawisk. Podobnie jez z ufoludkami. W związku z tym, że w mediach całego świata pokazuje się od czasu do czasu ufoludka z łysą głową i dużymi czarnymi oczami, wszelkie relacje ze "spotkań" z ufoludkami zawierają bardzo zbliżone opisy do pierwowzoru. Człowiek, po prostu, podświadomie tworzy swoje wizje czerpiąc informację z własnego mózgu, czyli wykorzystując obrazy widziane w mediach. Nie znaczy to oczywiście, że ufoludki tak nie wyglądają.

Moja religijność (czczę Naturę i Naukę), w przeciwieństwie do religijności "tradycyjnej", nie zawiera elementu kultu, obrządkowości i bałwochwalstwa. To duża różnica.

Na stronie

www.spam.art.pl/nieznalska/komentarze_nadeslane.html

znjaduje sie wiele ciekawych - jesli kogos to rzeczywiscie iteresuje -
wypowiedzi dotyczacych zarowno "Pasji" jak i sztuki wspolczesnej w ogole.
Pozwole sobie tutaj tylko na mala uwage - by moc cokolwiek na temat samej
instalacji powiedziec konieczna jest oczywiscie znajomosc tej pracy. Instalacja
jest dzielem nietrwalym, "zywym" w czasie prezentacji, a po jej zakonczeniu
praktycznie nieistniejacym. Instalacja to przedmioty, film, dzwiek, fotografie,
swiatlo, pomiszczenie, w ktorym ma miejsce, moze nawet zapach - dopiero suma i
synteza tych elementow sklada sie na dzielo artystyczne. Fotografia fragmentu
istalacji czy jej opis sa juz tylko pewna interpretacja pracy dokonana przez
ich autorow. Piszac o "Pasji" na podstawie zdjec dokonuje sie interpretacji
interpretacji, a to jest oczywiscie niedopuszczalne - nie ma nic wspolnego z
intencjami p. Nieznalskiej. To tyle, co mowic o obrazie na podstawie czarno-
bialej fotografii zrobionej z pozycji pod katem 40 stopni.

Chetnie przeczytam opinie i wrazenia osob, ktore miedzy 14.12.01 a 20.01.02
odwiedzily Wyspe w Gdansku. Sam, niestety, na wystawie nie bylem. Niestety, bo
moze moglbym cos na jej temat powiedziec.

O wronach i innych "potworach". Ach, te emocje...
Dwa cytaty z postu o drapieżnictwie wrony (zapewne) na pisklętach .

"...pisklęta zostały zjedzone przez pewnego potwora".
"... zbiera krwawe żniwo z gniazd".

Otóż może to dobra okazja do poruszenia ważnego - i odwiecznego - tematu:
sposobów opisywania przyrody.
Relacjonowanie takich zdarzeń jak to z wroną i gołąbiami można oczywiście
prowadzić w różnym stylu. Należy jednak pamiętać otym, że stosowanie
emocjonalnych zwrotów jak te zacytowane, nie dobrze służy poznawaniu przyrody.
A to dlatego, że buduje fałszywy jej obraz w oczach ludzi, co w końcu obraca
się przeciwko jakiemuś jej elementowi, lub jej całej. Przypisuje zwierzętom (a
zwłaszcza drapieżniki są ulubionym bohaterem negatywnym skojarzeń, opisów)
cechy, o których one same nie mają pojęcia. Tymczasem i wrona i gołąb
realizują jedynie odwieczny przekaz - przeżyj i rozmnóż się. Gołąb robi to w
określony sposób, a wrona - też. Ot, i cała różnica. Dlaczego, jakim "prawem"
, wg jakich zasad obiektywnych jeden sposób życia oceniamy często pozytywnie
("biedny" gołąbek), a inny sposób - skrajnie negatywnie ("potwór" - wrona,
zbierająca "krwawe żniwo")? Bardzo jestem ciekaw Waszych opinii na ten temat.

Mam wrazenie, ze usilujesz sie wycofac nie majac rzeczywistych argumentow. OK, podrozowalas
po AL i masz punkt odniesienia. Tyle ze nie wydaje mi sie, aby do ogladania tego akurat filmu jakis
szczegolny punkt odniesienia byl potrzebny. On jest w gruncie rzeczy prosty i mowi o prostych
rzeczach. OK, rozmija sie z prawda tu i tam (np. w opisie poczatkow Miasta Boga) ale sa to
elementy praktycznie nieistotne dla tresci filmu jako takiego.
Podobnie np. z "Pornografia" - ten film mowi o czlowieku i mimo ze w tle dzieje sie wojna,
holocaust itd., to widz nie musi miec o tym szczegolnego pojecia, zeby obraz do niego "dotarl".
Oczywiscie, mozemy powoiedziec ze P. jest propagandowa, bo pokazano ze ta wojna byla, ze
mordowano Zydow, i na tej podstawie twierdzic ze jest w nim propaganda. Ale bedzie to
interpretacja bardzo mocno naciagana.
Podobnie z Miastem Boga - dlatego ciekawie by bylo gdybys podala przyklady owej propagandy
ktora widzisz w tym filmie. Moglibysmy wtedy rozmawiac o tym co mozna uznac za propagande a
co nie i dlaczego. Film co do ktorego istnieje roznica zdan jest do takich dywagacji o wiele lepszy
niz cos, co mozna prosto i jednoznacznie wcisnac w jakis szablon.

> Mozemy pewnie znalezc jakis inny film, co do ktorego ideologicznego przeslania
> moglibysmy sie razem zgodzic. Co np. powiesz na film chyba Feliksa Falka "Byl
> jazz"? Albo "Niewinne" Viscontiego?

Nie widzialem zadnego z nich, niestety :(

szelessst napisał:

> Gość portalu: drak napisał(a):
>
>
> )
>
> o ile wiem, asymetria twarzy oznacza osobowosc pelno wewnetrznych sprzecznosci
> ale opis twoich asymertrii przypomina mi ospisy obrazow kubistycznych
> oczywiscie masz racje
> moja twaz tez jest asymwtryczna
> a mje malsowiny sa lekko spiczaste, prawie skrzacie lub elfie

Przejaskrawiłem swoją asymetrię, w rzeczywistości mam lekko skrzywiony nos
- prawie niezauważalnie.
Jeżeli chodzi o facetów to są kobiety które zdecydowanie preferują
regularne "ładne" rysy- można zaryzykować stwierdzenie że rysy kobiece (lekko
zniewieściałe).
Inne preferują zdecydowane, kanciaste, czasem wręcz niesymetryczne.
Jeżeli chodzi o urodę kobiet tutaj delikatność i regularnośc rysów jest
chyba bardziej istotna.
Aczkolwiek rzadko się zdarzają twarze idealne (o idealnych proporcjach i
symetrii). częsćiej bywa tak że kobieta ma jeden lub kilka elementów
bardzo ładnych - oczy , usta, podbródek itp.
Przy czym nie przeceniałbym roli urody kobiecej twarzy.
Kobieta nie musi mieć idealnych rysów.
Bywa tak że takie idealne kobiety wzbudzają dystans.
najważaniejsza jest oryginalność - w tym oryginalność spiczastych małżowin.

zoppoter:
> Tylko, że po pierwsze to wieczne odżegnywanie się od cywilizacji w Twoim
> wykonaniu trochę jest sprzeczne z faktem, że robisz to w intenecie.

Ależ ja się nie odżegnuję od cywilizacji. Tylko doceniam fakt, że oprócz mojego
sposobu istnienia w świecie istnieją inne. I czasem tęskno mi do pewnych
elementów tych innych stylów istnienia. Tutejszej całości na tamtejszą całość
bym nie zamienił. Natomiast chętnie uzupełniłbym naszą ,,cywilizację''
cywilizacją.

zoppoter:
> A to, że jechaliśmy samochodem nie było niczym nadzwyczajnym w końcu XX wieku.

Na Ukrainie ćwierć wieku temu było.

Ale nie ma powodu, żebym Cię przekonywał do Ukrainy. W Gdańsku jest ukraiński
konsulat i to jego szef odpowiada za obraz swojego kraju w oczach 3-mieszczan a
nie ja. Na twój jednostronny obrazek zareagowałem tylko stwierdzeniem, że ja
ten kraj znam inaczej niż Ty. Bardziej szczegółowy opis zamieściłem na wyraźne
żądanie Pętelki. Jeśli nie trafił w Twoją wrażliwość, to Boh z Toboju, to forum
jest wystarczająco pojemne, żeby pomieścić i romantyków i tych innych.

- Stefan

Puzzle Astrologia [OT]
dori7 napisała:

> Najbardziej urzekl mnie tekst: Puzzle 9000 elementów "Astrologia". Jedne
> z największych puzzli świata!

Mnie bardzo urzekł opis zawartości:
- 2 woreczki, w każdym po 4560 części (=9120 częsci)
- 1 wzór 81 x 58cm
- 1 opis obrazu oraz wskazówki

Czyli co, puzzle 9000 elementów, a 120 elementów gratis?

Witaj! "Dziewczyna z perłą" również należy do lepszych ksiązek jakie było mi
dane przeczytać, ale zrobiła na mnie mniejsze wrażenie gdyż jakiś czas
wcześniej przeczytałam "Tulipanową gorączką" Deborah Moggach, której akcja
również dzieje się w Holandii i dotyczy sztuki, malarstwa a przy okajzi jest
przepiekną opowieścią o miłosci i tulipanach:) Polecam jeśli chcesz jeszcze w
literaturze poczuć podobne klimaty. Warto również przeczytać inne ksiązki Tracy
Chevalier jak choćby "Damę z jednorożcem" czy "Spadające anioły" (obie wydał
Zysk). Tematyka zbliżona do "Dziewczyny z perłą" to także zbiór pięknie
napisanych opowiadań Susan Vreeland pt. "Dziewczyna w hiacyntowym błękicie"
(Rebis, seria Jej portret) gdzie wspólnym elementem opowieści jest obraz
Vermeera oraz miejsce - oczywiście Holandia w różnych epokach historycznych.
Przepiękne plastyczne opisy, genialnie oddane wnętrza i postacie. Pani Vreeland
popełniła tez ksiązke o niezwykłej artystce pt. "Pasja Artemizji" (Rebis). A
skoro zaczęlismy od "Dziewczyny z perłą" to powinnaś zobaczyć teraz ekranizaję
Petera Webbera z genialnymi zdjęciami i kadrami jakby każdy należał do klasyki
malarstwa niderlandzkiego. Pozdrawiam!:)

krytyk2 napisał:

>-nie odwolywac sie do wiedzy ,zalożen,norm moralnych
>-nie analizować,tylko dokonywac "wglądu"
-nie mysleć o innych tylko stale dokonywać samoobserwacji
-nie rejestrować fragmentrycznie wrażeń zmyslowych tylo je wszystkie naraz
>chlonąć

> to ja mam w takim razie do ciebie Luty dwa pytania;
> 1)Czy ten mój opis ujmuje- Twoim zdaniem -zarys tego ,co Ty sam
> nazwalbyś "przebudzeniem"?I czy moze brakuje w nim jakiegos istotnego dla
> obrazu całości momentu?
> 2)Czy tę- że tak powiem -"dyspozycję"bycia przebudzonym miales od zawsze i od
> zawsze uzywaleś jej,czy tez dochodziles do niej stopniowo,na skutek przezyc
> osobistych i lektur?Inetencja mojego pytania jest tez dowiedziec sie,czy tej
> dyspozycji mozna sie nauczyc/w jakikolwiek sposób/?
> Pozdrawiam

ad1.
a) dodalbym wspolczucie...bez tego elementu nie wyobrazam sobie
'przebudzenia'...

b)uczucie, ze rzeka zycia wyplywa ze mnie, ze ja jestem zrodlem zycia...
a sprowadza sie do tego, ze nie mam praktycznie oczekiwan...

c) wdziecznosc, ogromna wdziecznosc...

d) i jeszcze wieksza ufnosc...:)

ad2.

mialem to od zawsze... swiadomosc mnie i swiata byla u mnie duza juz w wieku 5
lat...ale zrozumialem, ze to jest dar dopiero w wieku dojrzalym...

nie wiem czy tego mozna sie nauczyc...pewnie tak...:)

> No chyba, ze wierzy sie w Boga, ktory mam moc stworzyc caly
> wszechswiat, ale nie starcza mu juz sily na stworzenie czlowieka w sposob
> doskonaly, tylko mozoli sie milionami lat aby go uksztaltowac.
Wszechświat stworzył w jednej chwili, cżłowieka miliony lat?
Nie - to biblijny opis stworzenia jest obrazem całości - od początku, do
powstania człowieka :)
A jaka jest rola Boga? Element celowości...

Teoria inteligentnego projektu jest temu bliska :D

Rose Madder
Właśnie skończyłam czytać tą książkę i muszę powiedzieć, że bardzo mi się
podobała. Można ją właściwie podzielić na dwie części: w jednej akcja dzieje
się w prawdziwym życiu a w drugim juz zaczyna wchodzić w inny wymiar-jak to u
Kinga często bywa, dużo tam elementów fantasycznych. Jeżeli ktoś nie słyszał
o tej pozycji to nakreślę pokrótce fabułę: główną bohaterką jest Rosie, która
od wielu lat jest bita przez swojego męża policjanta; pewne wydarzenie-nie
zdradzę jakie-powoduje, że Rosie decyduje się opuścić męża. Wyjeżdża do
innego miasta, poznaje nowych ludzi, znajduje pracę i jej życie zaczyna się
na nowo układać. W sklepie ze starociami przypadkowo natyka się na obraz
zatytułowany "Rose Madder" i kupuje go. Ten obraz odegra bardzo duża rolę w
jej życiu, bowiem kryje on w sobie alternatywny świat do którego Rosie może
się dostać. Tymczasem mąż Rosie nie ustaje w poszukiwaniach swojej żony, tak
jak i nie ustępuje jego pogłębiające się szaleństwo.
Książka jest naprawdę świetna, podczas czytania można się wczuc w rolę Rosie,
bo jak to u Kinga-jest dużo opisów jej codziennego życia, rozterek i myśli i
w pewnym momencie ja też czułam się jakbym weszła do świata Rose Madder... :)
Polecam!

HDready vs, fullHD
Witajcie!

Często użytkownicy foruma pytają o różnice pomiędzy fullHD
i HDready. Najczęściej wątpliwości pojawiają siem przed
kupnem TV. Porady i odpowiedzi bywają różne, niestety
często nacechowane są... hmmm... nieważne. Bazyl wpadł na
pomysła: stworzyć taki obraz na komputra, który pozwoli
naocznie ocenić różnicę pomiędzy fulem a dreadem ;)
Bazyl przygotował bitmapę, którą znajdziesz na:

www.filedropper.com/hdreadyvsfullhd
Bazyl przygotował ją tak:
1. Dla monitora bazylowego kompa (tj. 1280x800 pkt. o
przekątnej 15.4" ==> chyba dosyć popularny format!)
2. Obliczona rozdzielczość dla poszczegónych obrazków, tak
aby uzyskać rozdzielczość odpowiednią TV o przekątnej 50"
dla fula ok. 17.5 pkt./cm oraz dla dreada ok. 11.5 pkt./cm
(sprawdźcie, może bazyl siem pomylił?) ==> to jest zrzut
ekranu
3. Teraz oglądajcie obraz wyświetlony na całym monitorze w
oryginalnym rozmiarze (100%) z różnych odległości ==> to
tak jakbyście oglądali fula i dreada w małych okienkach
(50 calowego TV) ==> opisy na górze obrazków

Z zastrzeżeniami:
1. to jest obraz NIERUCHOMY!!! film to coś innego
2. na odbiór TV/DVD/BlueRay'a wpływają jeszcze inne
elementy (ciągle na forumie o tym piszecie)

rokoman napisał:

> Obraz polskich dworców odpowiada w większości przedstawionemu przez romika1
> opisowi. Wszechobecny brud, złodzieje, żebracy, menele, prostytutki obu płci.
> Zastępują niejednokrotnie różnego rodzaju domy opieki społecznej i noclegownie,
>
> w których picie alkoholu jest zabronione. A sokiści są wg nazwy do Ochrony
> Kolei. Przed kim i przed czym ? Pewnie przed wrogami socjalizmu i terrorystami.

Cóż, za każdym razem kiedy PKP próbuje wprowadzić choć minimalny porządek i
pousuwać elementy niepożądane podnosi się ogólnopolski wrzask w mediach na
nieludzką, niesolidarną i ogólnie zbrodniczą działalność wymierzoną w biednych
meneli. Bo jak wiadomo kolej ma obowiązek być noclegownią gorszej kategorii (bo
w oficjalnych nie wolno pić), jak również źródłem metali szlachetnych które
można zbierać na flaszkie oraz darmowym środkiem transportu między
poszczególnymi noclegowniami, przepraszam, dworcami.
Więc nie rozumiem skąd zdziwienie że po jakimś czasie pracownicy tejże przestają
zauważać menelstwo.

clavi nie obraź się ale piszesz o manipulacji faktami a nie prawdą...
czy w prawdzie są jakieś aspekty istotniejsze lub mniej istotne?
a w jakimś fakcie owszem są np. dwaj koledzy spotkali się po latach wypili kawę
zjedli ciastko (no może były to koleżanki...;-) i pogadali sobie pa duszam...
taki fakt mógł zaistnieć i miał ze wzgledu na jego opis (nazwę) mniej lub
bardziej istotne wątki (elementy składowe) polityk mógłby go opisać na różne
sposoby i raz wyszło by że to spotkanie agentów a raz że miłośników kawy i np.
kremówek ale co clavi z prawdą? wszak ci koledzy mogli być zarówno agentami jak
i miłośnikami kawy i kremówek oba opisy były by więc z logicznego punktu
widzenia prawdziwe... a gadali sobie np. o urodzie wspólnej koleżanki z czasów
szkolnych i wpływie tej że na ich percepcję świata jako nastolatków... temat
ciekawy prawda?

> Dodam jeszcze ,ze wsród ateistów istnieje mit, że jesli kiedyś nauka ruszy do
> przedu np. zostanie lepiej zbadany mózg to wiara i religia znikna.

Zdaję sobię sprawę, że eliminacja potrzeby wiary w Boga wśród wszystkich ludzi
raczej nie nastąpi dlatego że:
1. Mimo, że nauka coraz lepiej wyjaśnia świat, to dzięki temu jego opis staje
się coraz bardziej skomplikowany i niepojęty dla jednego człowieka. Dlatego
typowy człowiek, aby mieć w ogóle jakiś obraz świata, będzie wierzył w boga
2. Wiara w jakiegoś boga, choćby nie związanego z żadną religią, jest tak
głębogo osadzona w całej naszej kulturze oraz przekazywana z pokolenia na
pokolenie, że całkowity jej zanik jest raczej niemożliwy
3. Ponieważ istnienia boga nie da się ani udowodnić, ani obalić, nikt nigdy
ostatecznie nie stwierdzi, że Go nie ma, tak samo jak nikt nigdy nie
potwierdzi, że On istnieje.

Mimo tego należy się spodziewać, że w przyszłości coraz więzej ludzi stwierdzi,
że nie wierzy w boga, ponieważ zgodnie z brzytwą Ockhama, nie będzie
potrzebowała takiego elementu do tego aby posiadać jakąś wizję świata.

Jednak jak sama piszesz, jest to kwestia wiary, a nie dowodu, więc każdy ma
wybór w co wierzy. Wrazając jednak do egzorcyzmów - tutaj nie dyskutujemy już o
rzeczach których nie da się ani udowodnić, ani obalić. Tutaj mamy konkretne
przypadku chorych osób i cały arsenał medyczny aby je dokładnie przebadać,
zaproponoć leczenie, przeprowadzić testy, eksperymenty. Nawet jesli obecnie są
jakieś wątpliwości i braki to są one do wyjaśnienia.

a może tak cos więcej dziewczyny? opiszcie jak na was działaja, co czujecie w
tych swoich ulubieńcach...:)
Zaczeło sie od hugo bossa deep red ... piekny zapach ,kuszący i głęboki ale cos
mi w nim nie do końca grało. Zbierałam sie do zakupu cos mnie powstrzymywało.
Buszowałam po stronach szukając podobnych nut w innych perfumach .. zrobiłam
listę i pewien zestaw mnie zaintrygował... miał elementy które lubię .. piekny
opis wiec podkreśliłam go na liście.
Na półce w perfumerii od razu je zauważyłam .. psiknełam tester i ... już
wiedziałm że te i żadne inne .. uderzyły mi do głowy, ostro zaswidrowały w
nosie i dosłownie ten zapach mnie przeniknął.
Spryskałam skórę by pobyc z nim parę godzin, poczuć jak sie rozwija i juz się
nie uwolniłam . Każda nuta, ton to jest cos co odzwierciedla moją osobowośc w
nocne wibrujące wieczory . Pierwsza nuta jak zderzenie z zewnętrzem .. druga
jak bliższe poznanie, charakter okazany przyjacielowi i kochankowi .. a ton
głęboki , podstawowy jak głębia ukazywana tylko w wyjątkowych chwilach miłości..
wyczuwana ale znikająca, tajemnicza i pełna mocy..
Śmiałośc i odwaga połączona z rezerwą.. jak cudowny mroczno zmysłowy obraz za
miękkimi kotarami , które odsłaniają swój bogaty sekret tylko na chwilę,
oszałamiają zmysły by znów sie ukryć..
takie są moje nowe perfumy :))

> Co do niedostatków opisów historycznych postaci - zgadzam się, kompletnie
> odczłowieczają i rzeczy niewygodne przymilczają. Np Chrobry - bandzior i
> watażka-satrapa. A historia przekazuje nam obraz Wielkiego Króla.

O co chodzi z tym Chrobrym? Nie słyszałem nic o tym... Rozwiń :)

Ale fakt - powszechnie nauczana historia jest dość "pomnikowa" i przemilcza
elementy ludzkie. A te są własnie najciekawsze :) Kiedyś w "Polityce" był np.
artykuł o naszych młodocianych władcach... Interesujący obraz z tego się
rysował: emocjonalnie niestabilny Krzywousty, Warneńczyk - tragiczny
młodzieniec, który zginął, bo usiłował dorównać ojcu... no i Jadwiga rozwalająca
toporem drzwi, gdy jej nie pozwalali spotkać się z ukochanym :)

nasz model świata nie może być zgodny z logiką
Grgkh, ja na filozofii nie bardzo się znam, ale na matematyce, fizyce i logice
już owszem. Masz rację, że nasza świadomość buduje sobie jakiś-tam obraz świata.
Jednak sądzę, jako matematyk, że popełniasz podstawowy błąd (i to nawet
abstrahując od kwestii definicji, aksjomatów, istnienia Boga itp.): uważasz
mianowicie, że nasz model świata musi być zgodny z logika matematyczna. To jest
prawda, jeśli mówimy o modelach pewnych wycinków świata fizycznego (np. fizyka
newtonowska, kwantowa, relatywistyczna itd.). Ale to przestaje być prawdą, gdy
mówimy o modelu świata jako całości. Z prostego powodu: logika byłaby wtedy
zarówno elementem tego świata, jak i narzędziem służącym do jego opisu, a więc i
do opisu samej siebie. Logika tego nie potrafi, z mniej-więcej tego samego
powodu, z którego nie istnieje "zbiór wszystkich zbiorów". Dlatego nasz model
(całego!) świata po prostu nie da się opisać za pomocą logiki
.

Cieszę się, że czytasz naukowe czy popularnonaukowe książki na te tematy, brawo.
Razi jednak Twoja buta i częste osobiste wycieczki pod adresem rozmówców.
Charakterystyczną cechą naukowca powinien być otwarty umysł, który wymaga
dystansu do własnych pomysłów i samego siebie, a za to zapewnia większą (!)
intelektualną przygodę. Pozdrawiam.

Acha. no to jednak nie zrozumiałam Twojego opisu;]
Myślałam, że potrzebujesz JEDNEGO dużego slajdu na JEDNEJ stronie (jakąś mapę czy coś). a Ty chyba chcesz je poupychać na 1 arkuszu, ale żeby dało się jeszcze to czytać bez lupy, tak?

wydaje mi się, ze w PP zmiana marginesów nic nie zmieni,bo...ich tam po prostu nie ma :). każda strona projektu, łącznie z motywem, który czasami zajmuje sporo miejsca, jest jednym "obrazem", w którym od biedy mogłabyś powiększyć wybrane elementy.
Dopasowywanie rozmiaru strony do szerokości ekranu, papieru itd, nie zmieni tego, że zawartość wydrukowanych na jedym arkuszu paru slajdów będzie trudna do rozczytania ;/

jedyne co mi przychodzi do głowy, to zapisać cały pokaz slajdów jako "jpeg", w wordzie ustawić wąskie marginesy i wstawić te wszystkie obrazy :I (wejść w "wstawianie", zaznaczyć wszystkie slajdy (teraz juz obrazy *jpeg)i wstawić do dokumentu). wychodzą tylko 2 slajdy na stronę, ale są większe (nie jakoś sporo większe ale zawsze coś :) ) niż te drukowane w PP ustawieniem "2 slajdy na stronę". czyli oszczędność papieru- 50% :)

uff ale się naprodukowałam

Oj Pani Beato
...i co ja mam Pani odpisać?
Ja nie mam spaczonego obrazu społeczności nowohuckiej.
Założyłam natomiast, że Pani rozumie co to jest tzw sarkazm.
W szczególności wiem dokładnie, że "Solidarność" nie była głupia.
Podobnie jak i Pani mam szacunek do ludzi, którzy za parę groszy pracowali poniżej ludzkiej godności. I zostali oszukani.
Jestem także pod wrażeniem społeczności nowohuckiej z wielu innych powodów, na których opis nie ma tu miejsca.
Ogólnie nie ma powodu, by się Nowej Huty wstydzić.
Każdy przecież stara się budować w sobie szacunek do miejsca, z którego się wywodzi. Jest to elementem szacunku dla samego siebie.

H.

Wlasnie moim zdaniem reprezentujesz typowa mloda Polke, nudna, szara i bez
pomyslu, wezmy te slowa, i mamy pelen obraz:

zawszezabulinka napisała:
nie nosic zbyt jaskrawych kolorow
z prostymi bluzkami bez zadnych elementow
odcien podobny do ostatnio zakupionego
w szarosciach,czerniach, bezach,brazach,bieli, fiolecie.
chodzilam z moja ciocia po ubrania (by wybrac cos)co nie jest dla babci
dzieki prostym fasonom, wybieram cos podobnego
staram sie nie wygladac nudno i jak stara ciotka...

Niestety, powyzszy opis brzmi dokladnie, jakbys wygladala nudno i jak stara
ciotka. To taka Polka w szarym gladkim sweterku, czarnej zwyklej spodniczce
przed kolanko, czarnych trumniaczkach, z czarna torebka z ekoskorki, a jak pada,
to ma szara kurtke przeciwdeszczowa i jako element ekstrawagancki,
ciemnofioletowa parasolke.

pawel_z_melb napisał:

> skad zaczerpnelas wiadomosci, ze pierwsi chrzescijanie uprawiali cwiczenia
> oddechowe?
>
ODP: Spójrz na mój wątek "Rozmowy z Bogiem".
Jest tam sporo wyjaśnień. Obecnie przechodzą przez Górala nauki Jezusa w
arameik z tłumaczeniem oraz dokładnymi opisami i połączeniem tego do Biblii
oraz obrządków kościelnych.
Część praktyczna jest przez Niego ćwiczona, mówię o starożytnych ćwiczeniach
Chi Goong.
Jesus spędził wg tych informacji - wiele lat w Tybecie, oraz na naukach innych
kultur.
Rozpoznaję z obrazów Jego ustawienie rąk, oraz inne elementy, które są
specyficzne dla kultur wschodu np; ustawiania się w linii Hara. Nie ma więc
mowy o pomyłce. To jest Nasza ponad 2 letnia praca.
Idzie to dosyć wolno ale mam nadzieję opracować to, dać to weryfikacji komuś
kto jest biegły w starożytnym arameik, później mam nadzieję, że nie zniszczono
jeszcze oryginalnych zapisków Apostołów, tylko je ze strachu ukryto.
Mam nadzieję znaleść jakieś materiały, które powinny być identyczne z tym co
przepływa przez Górala.
Myślę, że mamy robotę do końca życia???

Pozdrawiam
Kan
PS Te ćwiczenia, które robi Góral podobno są wciąż praktykowane przez mnichów w
Tybecie - wypadałoby więc też wpaść do Tybetu.
Chcesz pomóc???

Zaluje, cholera, ze watek ciekawy a ja musze na urlop.Wlasnie do ...Hiszpanii.
Calkowicie zgadzam sie z JK.
Wlasnie: Hugh Thomas, autor przeciez jak najbardziej nastawiony nieprzychylnie
do Franco( dokumentacja historyczna tez u niego szwankuje-zwlaszcza opisy
obrony Alcazaru) na str. 222 ,"The Spanish War, podaje cyfry, ktore mniej
wiecej sie zgadzaja z innymi autorami :komunisci wymordowali ok.55 tys. ludzi a
strona narodowa - ok. 50 tys. Sa to cyfry osob zamordowanych przez obie strony.

Mowienie o stronie narodowej jako o "falandze" (Antonia Primo de Rivery a tym
samym o "faszystach") jest grubym bledem. Tak samo, jak mowienie o drugiej
stronie, ze byli to sami komunisci. Z cala pewnoscia natomiast byly to elementy
radykalne, prace do rewolucyjnego przewrotu. A wiec z miejsca, bedace w
opozycji do sil porzadku, reprezentowanych przez oboz narodowy.

Czyli autor falszywie i celowo maluje znow stereotypowy obraz-ulubiony przez
lewacka propagande medialna- konfrontacji pomiedzy komunizmem a faszyzmem czyli
sil "dobra i postepu" z silami "ciemnosci" pomijajac milczeniem fakt, ze wojna
byla rezultatem glebokiego podzialu hiszpanskiego spoleczenstwa na dwa obozy,
ktore starcily nadzieje na rozwiazanie problemow wewnetrznych srodkami
pokojowymi.
Zwykle maluje sie "zamach" gen. Franco jako zamach "wbrew woli narodu" a
przeciez wyniki wyborow w lutym 1936 r.( a wiec na 5 miesiecy przed
rozpoczeciem dzialan wojennych) mowia dobitnie: lewica(ktorej tylko czescia
choc czescia "najbardziej swiadoma" byli komuniscii anarchisci) zdobyli4,2 mln.
glosow, prawica - 3,78mln i centrum - 0,68mln.
Powstal wiec rzad lewicowy, co z pkt. widzenia procedury parlamentarnej bylo
rzecza zupelnie normalna. Ale rzad ten nie mial za soba "wiekszosci" narodu-co
tak podnosza lewaccy propagandysci: partie prawicy i centrum zdobyly wiecej
glosow wyborcow(w tym wlasnie zasadza sie nedza demokratycznych wyborow
demokratycznych opartych nie na wiekszosci kwalifikowanej a wylacznie
na "wiekszosci").
I ta wlasnie wiekszosc, opozycyjna do "Frontu ludowego" stala sie baza rzadow
gen.Franco i jego obozu.Dodam, ze uwazam go za wielkiego i prawdziwego meza
opatrznosciowego Hiszpanii.
Chyba na tyle.Musze sie przespac.
(J)

Musze Was bardzo przeprosic; mam dosyc powazne urwanie glowy w realu, ze nie
starcza mi jej na zycie virtualne. Pisalem ze prawie skonczylem... dalej jest
to samo "prawie" ale nie chce wiecej testowac Panstwa cierpliwosci. Wkladam
strone na server tak jak jest, tzn; nie calkiem skonczona. Sami zauwazycie
drobiazgi, ktore musze dopracowac, ale przynajmniej bedziecie mieli obraz o co
w tym wszystkim chodzi.

Zaczynam od lewego, gornego rogu;

40+ jest naszym znakiem wywolawczym, jako jedyny kolorowy element na stronie
jest rowniez linkiem na forum.

HOME jest powrotem to pierwszej strony

EMAIL daje link na moj adres yahoo.com

Nawigacja znajduje sie po lewej stronie - jeszcze nie skonczona graficznie, ale
funkcjonalnie tak. Kazdy button (jak to po naszemu w jezyku komputerow?) ma
opis do jakiej strony prowadzi. Mamy ich szesc; podroze, restauracja, sztuka,
zdjecia, zdrowie i rozne. Po kliknieciu na takowy, znajdziemy sie na pierwszej
stronie danego tematu, gdzie po prawej stronie zobaczymy cztery pola ze
zdjeciami. Klikniecie na zdjecie, zaprowadzi nas na konkretna strone, powiazana
tematycznie z opisem nad zdjeciem. Powrot do strony podstawowej danego tematu
jest przez klikniecie na jego nazwe w strodkowym polu lub button navigacyjny po
lewej stronie.

Specjalnie nie wkladalem zdjec, uzywajac jedynie w ich miejsce ten rysunek
komputera, aby nie komplikowac zycia - w koncu jest to rama, ktora musimy
wypelnic. Radze poklikac i uwaznie czytac opisy, a nauka nawigacji po stronie
nie powinna zabrac duzo czasu.

Bede za pare dni, przez ktore bedziecie mieli wystarczajaco duzo czasu, aby
zapoznac sie z konstrukcja strony i wyrobic sobie opinie. Nie krytykujcie mnie
za bardzo; w koncu jest to moja pierwsza jaka kiedykolwiek zrobilem ) Teraz
pozostanie jedynie ja nam uzupelniac.

Pozdrawiam - Mark

Ty to masz leb
panidanka napisała:

> mogłam tak sobie łyknąć przesadzoną porcję czegoś
> tam, czym wykazałam szczyt matczynego egoizmu.

Przyjaciolka opowiadala mi bardziej rozdzierajaca opowiesc z tej dziedziny. Od
tamtego czasu nie podejmuje sie dyskutowania takich spraw bez szerszego
rozeznania sytuacji. A to na forum jest niemozliwe. Moge jedynie wspolczuc.

> Nie wiesz i nigdy się nie dowiesz

Ja Danusiu wcale nie usilowalem sie dowiadywac. Jak juz napisalem zajalem sie
aspektem liczbowym proporcji 1:13. W pewnym sensie sobie zartowalem. W koncu
jak bys byla wyrodna matka to Twoje dzieci nie wyprowadzilyby sie od Ciebie z
mieszkania bo byloby to powyzej ich potencjalu finansowego. Cyferki nie
zawieraja zadnej intymnosci.

> w kraju, który według mojej ówczesnej wiedzy w
> temacie dawał moim dzieciom większe szanse na dożycie do ich wieku płodności.
> Takie miałam samolubne geny.

Domniemam, ze bylo jednak w tym wiecej przypadku, a to co piszesz jest efektem
racjonalizacji przypadku. Ale to jedynie domniemanie i zupelnie nie jest
istotne dla sprawy. Prezentujesz tu opowiesc przedstawiajaca Cie w bardzo
dobrym swietle. Jako osobe rozsadna i o szerokich horyzontach. Jest to godne
pochwaly. Zarowno obraz jak i fakt jego prezentacji. Ciekawi mnie jednak jak
ten obraz godzisz ze swa "odwieczna" trauma. Czy nie widzisz sprzecznosci?
Starania Twojego rodzenstwa o obywatelstwo RP potwierdza wszak trafnosc Twojego
wyboru. Moze jednak ten polski antysemityzm wyssany z mlekiem matki jest bardzo
przyjazny takim jak Ty.

> Chyba to paranaukowe wyjaśnienie ignorantki ci wystarczy.

Strategie prokreacyjne istnieja niezaleznie od slownej naukowej otoczki ich
opisu. W zakresie matczynosci nie jestes ignorantka. A mnie nie potrzebne modne
slowka.

Odnosnie pojednania to najlepiej byloby sie pojednywac gdybys przygotowala
jakies dobre zadowskie zarcie. Co ciekawe goscie z Izraela z zainteresowaniem
konsumuja w Polsce w zydowskich knajpach. Swiadczy to o tym, ze jest ta kuchnia
elementem polskiej kultury i polskiego dziedzictwa a nie izraelskiego.

Znalazlem ostatnio w arabskich sklepach falafele instant. Jest to dosc logiczne
jako, ze glownym skladnikiem jest maka z cieciezycy. Przyslac? Barszczyk masz
na miejscu.

Gość portalu: Metody napisał(a):

> Cześć Wszystkim !
> W opisie Joli brakuje jednego istotnego elementu.
> Mianowicie opisu Joli.
> Tak więc w ramach skromnych możliwości oferowanych przez komputerową
klawiaturę
>
> spróbuję przedstawić na pewno niewyczerpujący katalog cech:
> /Uwaga ! Tekst nie jest sponsorowany !/
> - piękna,
> - młoda,
> - inteligentna,
> - wykształcona,
> - sympatyczna,
> - pogodna,
> - otwarta,
> - wrażliwa,
> - kontaktowa,
> - etc.

Mimo, że nie znam osobiście (tylko ze zdjęcia) to podpisuje się pod tymi
określeniami.

> Specjalnie wszystkiego nie wymieniałem, żeby pozostawić pole do popisu
> pozostałym uczestnikom :-))))
> Ponieważ nie ma ludzi bez wad, dla dopełnienia obrazu Joli zmuszony jestem
> przytoczyć ich wyczerpujący katalog, aby tym razem pola do popisu innym nie
> pozostawiać:
> - nie lubi whisky :((((

Niestety posiadam tą samą wadę : )))).

> Spotkanie przebiegło gładko, zwłaszcza jak na pierwszy raz, gdzie wszyscy się
> dopiero poznawali. O dziwo - w dyskusjach nie dominowały tematy
motoryzacyjne.
> Trwało jednak trochę za krótko, bo jak się na dobre rozkręciliśmy, to trzeba
> się już było porozjeżdżać. Popieram zatem wniosek Adama - następne spotkanie
> musi być zdecydowanie dłuższe i z noclegiem. Katko - buduj ten dom, radzi
byśmy Cię odwiedzić:-)))))

No niestety nie zdążę wybudować domu do października, ale myślę, że znajdę dla
Was jakieś lokum i przyjedziecie do Krakowa. Adam ma racje w tym względzie, a
po za tym przecież chciałeś knajpki zwiedzać to raczej wieczorkiem (a i whisky
trzeba się napić), to tylko w grę wchodzi z noclegiem.

Pozdrawiam
Katka

>
> Pozdrawiam wszystkich i szerokiej drogi (do Rada).
> Metody.
>
> Ps> Czy ktoś ma w zapasie sprawny moduł Kernel32, bo mój się zupełnie rozwal
> ił
> i zawiesza mi system :-)

Żeby nie było tak bezproduktywnie, wystarczyłoby, gdyby Rowling dała do zrozumienia, że, bo ja wiem, np. magia źle działa na przedmioty elektryczne, elektroniczne (coś jak bomba grafitowa), co od razu i rzeczowo wyjasniłoby wątpliwości i wiedzielibyśmy, czemu czarodzieje psują oczy przy łuczywach:)
Kiedyś czytałam o książce (chyba któryś z polskich autorów fantasy), w której opisane jest spoleczeństwo, w którym droga rozwoju poszła nieco inaczej - nie odkryto elektryczności, stąd też wszelkie nowoczesne wynalazki, środki transportu i inne - oparte są na parze. Jak u nas w XIX wieku, tylko że tam to sie bardziej rozwinęło, a nie jak w naszej historii - upadło z 'wynalezieniem' prądu. Mozna było wymyślić coś w tym stylu, stworzyć jakieś uniwersalne magiczne 'paliwo' czy też nośnik energii.
To nawet nie o to chodzi, że sa sprzeczności i nonsensy, bo pomyłki są rzeczą ludzką. Raczej chodzi o to, że Rowling -niestety! nie wymyśliła sobie spójnej i logicznej koncepcji swojego magicznego świata. Wszelkie wynalazki czy opisy codzienności czarodziejskiej sa opisane jako swego rodzaju atrakcja, kuriozum, coś niezwykłego, a nie ma takiego naturalnego wplecenia tego w fabułę, nie znamy wszystkiego 'od podszewki'. Wygląda to tak, jakby ktoś malował obraz z widoczkiem, i zamiast np. zacząć od szkicu czy tła, rozpoczął od namalowania jednego domku, potem w przeciwległym rogu kartki kwiatek, potem na domku pawiana w różowej kiecce, potem tu coś, tam coś, cały obraz wyglądałby jak chaos z róznych dziwnych plam. Ciekawa, składająca się z wielu elementów, raz odkrywczych, raz oklepanych, ale nie widać świadomego zamysłu autora, raczej bezradność. Tak własnie widzę serię o Harrym.

Ot, JK jest najzwyczajniej dobra w szczegółach, gubi się zaś momentalnie, gdy coś wymaga szerszego spojrzenia. Ale nie ma się co przejmować - Tolkien był geniuszem, gdy trzeba było wymyślić coś od podstaw - pisarzem zaś był wg mnie średnim.

Dlaczego niektórzy anonimowo!
Forum jest pewnym Hyde Parkiem na którym można mówić wszystko, bez podpadnięcia
komukolwiek (choć jak pokazały niektóre przypadki mozna wpaść i to przykro). Mi
akurat trudno podpaść bo jestem zwolennikiem swobodnej dyskusji i do tej pory
dopóki ktoś nie wkracza na sfery prywatne i nie dotyka moich najbliższych
dopuszczam najbardziej nawet ostrą dyskusję. Niektórzy jednak są
koninkturalistami i dlatego często pod anonimowymi nickami wylewają swoje
uzasadnione i nie uzasadnione żale. Otwarcie występują jako słodkie misiaczki
wpatrzone w rozmówcę i przyklaskujące wypowiedziom innych. Ich problem.
W przypadku RS podejrzewam, że inicjały są prawdziwe i chyba dotyczą młodego
człowieka (ale już dojrzałego) z którym nie raz rozmawiałem (bedąc w różnych
rolach) i który bez problemu uzyskiwał ode mnie informacje. Nawet mi pasuje te
jego 15 lat w zawodzie dziennikarza i chyba pracuje w tygodniku.
W dyskusjach na tym forum wystepuję w roli osoby która prostuje różne
nieprawdziwe informacje, prostuje oszczerstwa które w wyniku słyszenia róznych
plotek na mieście tu się powtarza, a nie chciałbym aby obraz tego co się dzieje
był przez nie skrzywiony. Nie bawię się w krytykę działań Prezydentów, radnych
bo jestem pracownikiem Urzędu i nie wypada mi tego czynić. Nie bawię się też w
propagandę sukcesu bo tego nie lubię i tego typu okresy mamy już chyba
szczęśliwie za sobą.
Nie jestem i nie chcę być rzecznikiem władz miejskich. Aby to robić nalezałoby
być w pełni przekonanym do ich działań.
Wyżywam się na stronie hydralu (adres podany w poprzednim poscie) w robieniu
zdjęć, zamieszczaniu ich na tej w.w. stronie i opisywaniu. Staram się też dawać
dokładny opis zabytków i elementów na które należałoby zwrócić uwagę. Pokazuję
też co mi się nie podoba.
Na tym forum wyborczej nie muszę się bawić w krytykę bo tej tutaj nie brakuje,
a niektóre posty są wręcz krytykanckie. Powoli jednak dyskusje są coraz
ciekawsze i poparte lepszymi merytorycznie argumentami.
I o to chodzi!

tessa18 napisała:

> Jedni mówią,że Bogiem Wszechmocnym,inni,że tylko prorokiem inni że zwykłym
> człowiekiem.Jaka jest prawda?
~~~~
OPINIE ALTERNATYWNE

Poza najpopularniejszymi:

* że nie istniał lub osoba będąca jego pierwowzorem na tyle odbiegała od
opisu ewangelicznego, że zupełnie nie można na nim polegać
* że był prorokiem, a cesarze Rzymscy celowo spośród ponad 100 ówczesnych
Ewangelii wybrali 4, które najwierniej opisywały Jezusa jako Boga
* że istniał, ale nie umarł podczas krzyżowania. Dyskusję zapoczątkował Kurt
Berna książką "Jesus ist nicht am Kreuz Gestorben" (1962) ("Jezus nie umarł na
krzyżu"), gdzie zakładając, że martwe ciała nie krwawią, przekonuje, że serce
Jezusa jeszcze biło kiedy został zdjęty z krzyża, na co dowodem miał być Całun
Turyński,
* że był członkiem albo nawet przywódcą sekty Esseńczyków. W Qumran nie
odnaleziono bezpośrednich na to dowodów, ale nauczanie Jezusa i Esseńczyków
posiada wiele podobnych elementów, przez co nauki Jezusa stają się mniej
rewolucyjne jak na ten okres.
* że był religijnym fanatykiem (David Friedrich Strauß - "Das Leben Jesu" -
1835), że był ekstatykiem (Oskar Holtzmann "War Jesus Extatiker?" - 1903), że
był szaleńcem (dr Charles Binet-Sanglé "La Folie de Jesus" - 1910). Binet-Sanglé
definiuje chorobę Jezusa jako "paranoję na tle religijnym". W roku 1912
prominentny nowojorski psychiatra dr William Hirsh opublikował "Religion and
Civilization - Conclusions of a Psychiatrist" (Religia i cywilizacja - konkluzje
psychiatry). Dr Hirsh wylicza przeróżne przypadki odmiennego zachowania Jezusa.
Zgadza się on z Binet-Sanglé co do halucynacji Jezusa i wskazuje na jego "duże
urojenia, które nieustannie potęgowały się". Twierdzi on, że Jezus był
"paranoikiem" - prostym i zwyczajnym. I dodaje: "Wszystko co wiemy o Jezusie,
pasuje tak doskonale do klinicznego obrazu paranoi, że jest wprost trudne do
pomyślenia, że ludzie mogliby kwestionować dokładność tej diagnozy".

Istnieje wiele innych wyjaśnień. Niektórzy uważają Ewangelie za parafrazę innych
pism (np. Llogari Pujol uważa, że użyte zostały pisma staroegipskie), jeszcze
inną teorią jest, że nie należy Ewangelii traktować dosłownie, lecz szukać w
nich tajemnego przekazu za pomocą analizy symboli (gnostycyzm) lub ostatnio
komputerowej analizy znaków.
Są też zwolennicy łączenia postaci Jezusa z hipotezą o istnieniu cywilizacji
pozaziemskich.

no_no - Jezus kosmitą?

>"jak dla Ciebie nie ma znaczenia czy dostajesz w wyniku obraz rastrowy czy
wektorowy to ok. niektorzy widza roznice."<

Czy chcesz mnie sprowokowac?
...oczywiscie ze ma znaczenie.Nie ma znaczenia jaka metoda pracujesz.
Wazny w tym przypadku jest tylko cel i efekt koncowy.

W grafice rastrowej obraz budowany (i zapisywany) jest za pomocą pojedynczych
jednokolorowych punktów - tzw. Pikseli(ang: pixel - picture element,element
obrazu) to najmniejszy jednorodny punkt obrazu posiadający określone cechy:
takie jak położenie (współrzędne na ekranie monitora lub na wydruku) oraz
wartość koloru (wg bezwzględnych wartości w danym systemie kolorów - RGB, HSL,
CMYK lub wg określonej palety kolorów - standardowa paleta Windows 256
kolorów). Fachowo zbiór punktów z określoną wartością koloru nazywany jest
bitmapą (stąd nazwa grafika bitmapowa).
Istotne dla obrazu rastrowego jest określenie jego wymiarów i rozdzielczości.

Uniwersalne formaty grafiki bitmatowej:
bmp - (Windows Bitmap)
tif - (Tagged Image File Format - TIFF)
jpg - (Joint Photographic Expert Group - .jpe, .jpg, .jpeg)
gif - (Graphic Interchange Format)

W odróżnieniu od grafiki bitmapowej, grafika wektorowa buduje i zapamiętuje
obraz nie jako zbiór pikseli a jako zbiór obiektów - a dokładniej zbiór linii
i krzywych oraz ich cech (położenie i walory kolorystyczne). Grafiki wektorowe
tworzone są więc za pomocą obiektów. Obiektem może być linia, krzywa lub
krzywa zamknięta (figura geometryczna). Każdy obiekt to samodzielna,
niezależna część całego obrazu posiadająca takie cechy jak kolor, kształt,
kontur, rozmiary i położenie obiektu. W pamięci komputera zapamiętywany jest
matematyczny opis pojedynczych obiektów tworzących rysunek. Dzięki temu, że
obrazek tworzą obiekty a nie suma pikseli w grafice wektorowej dostępna jest
cała masa możliwości niedostępnej w grafice bitmapowej.

Popularne formaty grafiki wektorowej to najczęściej formaty własne popularnych
programów do obróbki wektorów. Są to .cdr programu CorelDraw, .dsf programu
Micrografx Designer, .drw programu Micrografx Draw czy popularne .wmf z
aplikacji MS Office.

Reszta w instrukcjach obsługi programow graficznych.
To naprawdę nie takie trudne.

W trzech słowach (bo wszystkiego już nazbyt dokładnie nie pamiętam): budynek
rzeczywiście wybudowano przed wojną z przeznaczeniem na gimnazjum żydowskie, w
czasie wojny wprowadziło się doń Gestapo, a po wojnie budynek przejęty został
przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego i rzeczywiście urzędował w nim
także niejaki płk Moczar. W budynku mieściły się zarówno pomieszczenia aresztu,
jak i sale przesłuchań i gabinety wyższych oficerów bezpieki. Dodać także można,
że na terenie zajętym obecnie przez boiska szkolnego (za budynkiem) znajdował
się tzw. nowy areszt, w którym przetrzymywano (za czasów już powojennych) więcej
osób, niż Niemcy trzymali w czasie wojny. Nie trzeba dodawać, że warunki w tym
areszcie były skandalicznie złe...

Jeśli zaś chodzi o wspomniane też haki - rzeczywiście, w jednej z pracowni
rzeczywiście można je zauważyć, choć jeśli ktoś nie zna przeszłości tego
pomieszczenia, raczej nie domyśli się ich niegdysiejszego przeznaczenia. W
każdym razie obecnie (tzn. przed kilkoma już laty, kiedy ostatnio je widziałem,
choć nie sądzę, by dramatycznie się ono zmieniło) pomieszczenie to wygląda
całkiem przyjemnie (jak na szkolną pracownię). Warto może tylko dodać, że
wspomniane haki nie służyły do wieszania ludzi (w każdym razie nie
bezpośrednio), a raczej do ich torturowania, a cierpienie było (ponoć) dość
wymyślne, choć diabelnie proste. Opis wszelako daruję; sądzę, że nie jest to
najwłaściwsze miejsce, by o tym pisać.

I jeszcze jedna uwaga na marginesie: w okresie słusznie minionym, w
szczególności w czasach szczególnie nasilonego zwalczania tzw. "elementu
reakcyjnego" właściwie cała obecna ul. Karola Anstadta, wówczas 19 stycznia,
była ulicą "resortową" - mieściły się przy niej budynki mieszkalne pracowników
MBP, a później UB/SB, budynek "służb", areszty, bazy...

Kiedy z budynku wyprowadził się resort, a przeniosła wspomniana wcześniej przez
kogoś podstawówka - niestesty, nie wiem, XII LO urzęduje w nim w każdym razie
bodaj od 1978-79 r.

Tyle udało mi się (ze szkolnych lat spędzonych także w "akwarium" - owej
osławionej pracowni) przypomnieć w kwestii historii budynku i jego przyległości
- choć zapewne nie jest to obraz kompletny.

Pozdrawiam

Podsumujmy
Z większości wypowiedzi wyłania sie dość klarowny obraz naszej oświaty - jest
źle.
Niedofinansowane szkoły, źle opłacani nauczyciele ( a więc niechetni do
robienia czegokolwiek więcej, w większości lepiej lub gorzej "odbywający
lekcje i biegnący do innej pracy),upadek wszelkich norm etycznych, moralnych,
wychowawczych ( nie tylko zreszta w szkole), sfrustrowani , niewspółpracujący
ze szkołą rodzice, źle wychowani uczniowie, chamskie zachowania ( po obu
stronach barykady).
Tragicznie prezentuje sie szkolnictwo publiczne ( patrz wyżej) i niepubliczne
( tam gdzie dyrektor jest właścicielem nie ma mowy o tym by myślał o szkole
inaczej niż o instytucji przynoszącej zysk, jak największy zysk). W szkołach
publicznych obok dzieci normalnych, jest "element" z pogranicza kryminału,
przemoc, fala, narkotyki, chamstwo. W szkołach niepublicznych kupowanie ocen,
niedopilnowanie dzieci przez zapracowanych rodziców, a także narkotyki,
przemoc, kradzieże.Nikt nie uczy dzieci i młodzieży szacunku do kogokolwiek i
czegokolwiek ( a jak nawey próbuje to szybko rezygnuje), nie ma imprez
integrujących ( komputer zastępuje międzyludzkie kontakty).
Czasem nauczyciele wręcz boją się uczniów ( przemoc) lub ustosunkowanych
rodziców.
Druga strona katedry trż nie jest bez winy - niskie zarobki ( w szkołach
publicznych - wiadomo budżetówka, niepublicznych - ktoś musi szybko sie
wzbogacić), niski prestiż zawodu, praca w stresie powodują frustracje. Znam
nauczycieli, których zachowania są z pogranicza psychopatologii!
Dyrektorzy szkół często mijają sie z prawdą - opisują prowadzoną przez siebie
placówkę w sposób , delikatnie mówiąc, nierzeczywisty!
Języki obce są nauczane w sposób niewystarczający- panuje powszechna niechęć
do rosyjskiego.
Pracownie są źle wyposażone, lekcje chemii, fizyki, biologii prowadzone
teoretycznie!
O WF wole nie wspominać!
Czy jest zatem jakaś rada, żeby uzdrowić polski system oświaty?
Obawiam się, że nie!
Potrzebne są do tego duże pieniądze, odpowiednie instrumenty prawne oraz
całkowita zmiana systemu myślenia społeczeństwa.
Oczywiście nie w każdej szkole występuje wszystko co opisałam wyżej, ale
sądzę, że wielu z nas odnajdzie w tym opisie elementy szkoły z którą ma do
czynienia.
Jesteśmy na najlepszej drodze do tego , aby stać sie narodem analfabetów
funkcjonalnych, cwaniaków i krętaczy, nieuków.
Ci którzy, mimo wszelkich przeciwności, coś będą umieli - wyemigrują.
A nauczycieli nie będzie - bo kto o zdrowych zmysłach chce być samobójcą.
Agata
P.S. Patrzący mi przez ramię mąż dodaje , że nie będzie także lekarzy,
naukowców, ludzi kultury, ale to już zupełnie inny problem.
Pozdrawiam - Agata

witm.
bede cie cytowal i omawial:

> mam juz karte informacyjna.rozpoznanie:abscessus mammae dex.(icd 10 n 61);
**rozpoznanie: ropien gruczolu piersiowego prawego
> morfologia:wbc6,40,rbc 4,28,hgb13,6,hct39,6; plt218;
**podstawowe badania krwi nie budzace zastrzezen
> 1.usg piersi: piersi o przewadze utkania tlusczowego.tkanka gruczolowa w
> kwadr.górnozewn. o jednorodnej regularnej echostrukturze.
**opis struktury gruczolu piersiowego nie budzacy zastrzezen
> w prawej piersi w kwadr.zewn.cztery hypoechogeniczne ogniska o srednicach
>10,12,15,23mm otoczone grubą torebka.obraz usg przemawia za ropniami-konieczna
>kontrola usg po leczeniu.doly pachowe wolne.
** opisane zmiany (ich umiejscowienie i wyglad w obrazie usg) prawdopodobnie o
charakterze prawdopodobnie ropni (etiologia bakteryjna)
> 2.usg.w aspiracie z guzka PP zlokalizowanego na g.9 stwierdza sie elementy
> morfotyczne wysieku ropnego Badanie mikrobiologiczne z data 06.09.04
>(operacja byla 3 wrzesnia):wyhodowany S aureus jest szczepem
> metycylinowrazliwym produkujacym B-laktamoze. Oznacza to
> jego odpornosc na penicyliny a wrazliwosc na pozostale antybiotyki B-
laktamowe.
**!*!*!*!*!* BLAD!!! tak nie moze byc. albo cos pokrecilas przepisujac, albo
masz pomylke w wypisie. nie moze istniec szczep z takim opisem. albo, albo. sa
tu opisane dwa wzajemnie wykluczajace sie mechanizmy opornosci. SPRAWDZ.jest to
jedna z najwaznieszych informacji dotyczacych leczenia twojej mamy (z punktu
widzenia zakazenia) sprawdz to koniecznie.
> Wykonano zabieg operacyjny dnia 3 wrz. Incisio et drainage abscesssus mammea
> dex.( icd9 86.04),
> Mama brala leki p-zakrzepowe: Clexane, Augmentin i Ketonal.
leki p. zakrzepowe to ketonal i clexane. augmentin - antybiotyk bedacy
polaczeniem betalaktamu(amoxycylina) z kwasem klawulanianowym (inhibitorem
betalaktamaz - enzymu bakterii mogacego rozkladac antybiotyk zawarty w tym
leku).

jesli chcesz wiecej informacj i jakies ukierunkowanie musisz sprawdzic opis
gronkowca.

Do "Zenonowego" cyklu: "Lubie burzyc stereotypy", dodal bym jeszcze jeden
sub-watek, a mianowicie ten o zabijajacej mysl wolna, gleboko zakorzenionej
politycznej poprawnosci.
Jak to sie ma do forum bialostockiego? Ano, ma, poprzez fakt, iz wielu
uczestnikow tego forum szermuje przestarzalymi prawdami, wzietymi ze smietnika
historii, i probuje, z uporem maniaka, przedstawiac je (ideologie), za cos nowego.
Posluze sie tu wynikiem niedawnego kongresu astronomow w Pradze. Okazalo sie
bowiem, ze nawet na kongresach naukowych, poza-merytoryczne interesy, polityka,
biora gore nad czysto naukowymi odkryciami.
Odkrycia lat ostatnich w astronomii, szczegolnie od czasu gdy Amerykanie zaczeli
montowac nowe typy teleskopow na swoich sondach, zaczely praktycznie "wywracac"
obraz kosmosu budowany systematycznie od XIX-go wieku. Okazalo sie tez, ze nawet
nasz uklad sloneczny to jest niezupelnie taki jakim go znamy z milionow ksiazek
o fizyce czy astronomii. Jedna z "naszych" planet - Pluto to tak naprawde jest
mniejszy od wielu nieforemnych zlodowaconych bryl - asteroidow latajacych jakby
"na odwyrtke" w pasie, nazwanym na czesc odkrywcy - pasem Kuipera (jak dotad
naliczono ich tam bodaj 43).
No dobrze, ktos zapyta, w czym rzecz sie ma cala? I tu widze problem, bo oto,
politycznie poprawny kongres astronomow postanowil aby nie robic zamieszania w
milionach ksiazek z fizyki i astronomii na swiecie i pozostawic nazwy takie
jakie sa a za to "wpasowywac" w to wszystkie nowo odkryte elementy naszego
ukladu slonecznego. Co za nonsens!
Bedziemy zatem wszyscy wyjasniali naszym dzieciom czy wnukom "naukowy" opis
wszechswiata, wiedzac, ze tak naprawde to nie jest to obraz prawdziwy. Innym
ujemnym odpryskiem niedawnej politycznej poprawnosci astronomow w Pradze, bedzie
koniecznosc znoszenia rozmaitej masci madrali, tu czy gdzie indziej,
powtarzajacych swoje nie zmienione, wyswiechtane, XIX-sto wieczne teorie
mechanistycznego widzenia swiata.

very_martini napisała:

> Tom, a moja wieloletnia praktyka mówi coś innego - strasznie trudno jest
> dobrać sobie lek samemu.
(...)

Trochę racji masz. Ale - nie do końca. Każdy z przyjętych wariantów
postępowania niesie ze sobą pewne ryzyko. Jeśli nastawimy się na leczenie
samodzielne, to może być tak, jak piszesz. Ale jeśli nastawisz się na
podanie "ryby", to równie dobrze możesz nie trafić.
Kluczem do sukcesu jest umiejętne przedstawienie swoich objawów. I to
niezależnie od tego, czy leczysz się sama, czy prosisz o pomoc na forum. Jeśli
nie przedstawisz na forum we właściwy sposób tego co Ci dolega, to jak chcesz
uzyskać skuteczną pomoc?
A jak chcesz uzyskać te informacje od osób, które są w temacie "zielone"?
Dlatego właśnie leczenie na forum jest niebezpieczne, bo nie masz
bezpośredniego kontaktu z pacjentem. Widząc pacjenta - robisz z nim wywiad - to
jedna strona, ale druga strona - to jest jego bezpośrednia obserwacja. Jak
chodzi, jak siada, jak się wypowiada, gestykuluje. Czy się denerwuje, jak
wygląda! Jaką wydziela woń. Itd. itp. Jeśli już nie można spotkać się z
pacjentem, to przynajmniej trzeba nauczyć go, że te elementy są ważne i jeśli
prosi o pomoc, to powinien właśnie to wszystko opisać.

Tak więc - masz rację, że leczenie siebie jest trudne, ale moim zdaniem jeszcze
trudniejsze jest mimo wszystko postawienie diagnozy na odległość w sytuacji,
gdy nie mamy pewności co do jakości i pełnego opisu aktualnego stanu. Krótko
mówiąc "ryba" na odległość może okazać się "rybą spleśniałą".
"Wędka" natomiast wymaga oczywiście instrukcji obsługi. I tu na starcie część
osób odpadnie i pójdą do homeopaty. I dobrze. Ale niektórzy zrozumieją ideę i
wtedy przynajmniej będą w stanie odróżnić stan ostry od przewlekłego i będą w
stanie opisać z sensem swoje dolegliwości. Ten poziom wiedzy jest niezbędny do
leczenia na odległość.
Więc jeśli z pytania wynika, że osoba pytająca nie ma zielonego pojęcia o
metodzie, to najpierw trzeba jej dać tę instrukcję obsługi wędki i poprosić o w
miarę fachowe sprecyzowanie stanu. Inaczej - w kolejnych listach będziesz
dowiadywała się coraz to nowych rzeczy zmieniających obraz choroby.
Na tym właśnie polega różnica między pójściem do homeopaty (nie musisz nic
wiedzieć, po prostu idziesz, a on Cię wypyta i obejrzy), a leczeniem na
odległość (gdzie musisz osiągnąć pewien poziom, aby wiedzieć o co pytać).

Stefan

Kaczor już pokazal, że się nie nadaje nawet do...
otwierania muzeów ...
Nieszczęściem Muzeum Powstania Warszawskiego jest to, że Kaczyński zrobił
sobie z niego polityczną, przedwyborczą laurkę. Pośpiech musiał odbić się na
jakości. Nie pomogło zamykanie w chwilę po otwarciu (jak za komuny, albo jak w
filmie „Gangsterzy i Filantropi” - gdy zaraz po przecięciu wstęgi trzeba było
pruć nową nawierzchnię).
Jestem harcerzem z Hufca Im. Szarych Szeregów, więc mam dobrą znajomość
tematu Powstania. Dlatego próbowałem postawić się w roli nowicjusza i odnaleźć
podstawowe informacje. Chciałem sprawdzić, czy uda się odtworzyć obraz tamtych
dni. Bez szans. W tłumie nie zobaczysz ani nie usłyszysz jak powstanie wybuchło
i jak powoli dogasało. Jeden trzyminutowy film nie może uratować sprawy. Już 10-
osobowa grupa zwiedzających nie jest w stanie przyswoić sobie wyrywkowych,
chaotycznie rozmieszczonych informacji (np. protokoły z ekshumacji z 1945 w
środku ekspozycji). Opisy małą czcionką, umieszczone na poziomie oczu
przedszkolaka, więc jeden przedszkolak skutecznie zasłania pozostałym widzom.
Plącząc się wśród elementów i kartek z kalendarza (fajny pomysł, ale
rozwieszono je tak, że nie sposób znaleźć wszystkie, ani zachować chronologię)
nie można skorzystać nawet z tego, co jest. Można było przynajmniej posłużyć
się gotowymi, 63 króciutkimi telewizyjnymi filmikami sprzed 3 lat – jeden na
każdy dzień – odtwarzanymi w kolejnych pomieszczeniach – coraz bliżej końca
ekspozycji. I dlatego z muzeum wychodzi się albo z niedosytem albo z
dotychczasową nieświadomością.
Wniosek.
Dopóki Warszawiacy nie wybiorą sobie innego prezydenta nie ma szans na
poprawę, bo ten myśli, że sobą i dziełami swojej świty osiągnął już szczyty.
Nie rozumie, że Wyżej swojego … nie podskoczy.
UWAGA. Pozbyć się z Warszawy, to nie znaczy dać kopa do pałacu
prezydenckiego !!!

Za interia pl:
(...) " Odnosząc się do swego tekstu, redaktor naczelny "Nie" uznał go za
felieton "satyryczny, o tonacji żartobliwej i ciepłej, na temat osoby biorącej
udział w telewizyjnych widowiskach wbrew predyspozycjom wynikającym z wieku i
stanu zdrowia". Dodał, że opisywał tylko "obraz jawnie widoczny - starość,
chorobę, niezrozumiałą dykcję" i nie dostrzega w tym elementów poniżenia.

Oskarżony oświadczył, że jest ateistą, a religię uważa za "iluzję dla ludzi" -
dlatego ma bardziej krytyczny do tego stosunek, "niż wyznawca Kościoła, którym
kieruje papież". - Większość ludzi w Polsce jest innego zdania niż ja, ale ja
piszę wtedy, gdy mam do powiedzenia coś przeciwstawnego dominującym poglądom -
inaczej nie miałoby to sensu - dodał.

Podtrzymał to, co powiedział jeszcze w śledztwie - że jest gotów wyrazić
ubolewanie i przeprosić za te słowa, jeśli zwróci się o to do niego uprawniony
przedstawiciel dyplomatyczny Watykanu. - Po ludzku, jeśli ktoś mi mówi, że go
uraziłem, to przepraszam. Ale ze swoich ocen się nie wycofuję - powiedział.

Po wysłuchaniu wyjaśnień Urbana sąd przesłuchał kilku świadków - członków
młodzieżówki PiS, którzy złożyli zawiadomienie. Każdego z nich sam Urban
zapytał, czy należą do jakiejś organizacji i czy zawiadomienie było efektem
zorganizowanej inicjatywy. Świadkowie odpowiadali, że poczuli się urażeni tym
felietonem i dlatego postanowili zawiadomić prokuraturę.

- A gdybym napisał podobnie o jakimś ajatollahu, nie o papieżu, czy pańskie
ugrupowanie złożyłoby zawiadomienie do prokuratury - zapytał Urban szefa
młodzieżówki PiS, Maksa Kraczkowskiego. - Gdybyśmy znali tę osobę i wiedzieli,
że ta opinia o niej jest nieprawdziwa, to tak - brzmiała odpowiedź. - A
Łukaszenki bronilibyście? - dopytywał oskarżony. - Nie, Łukaszenki nie - odparł
Kraczkowski.

- Czy słowa "gasnący starzec" obrażają papieża? - zapytał Urban świadka Piotra
Janickiego. - Mam szacunek dla starszych i nie rozumiem, czemu pan uważa takie
słowa za nieobraźliwe - odpowiedział mu świadek. - Bo ja jestem gasnącym
starcem i nie widzę w tym nic obraźliwego. To opis stanu, to tak, jakby nazwać
pana "rozkwitającym młodzieńcem - replikował mu Urban."

• Re: after Kwinkunks {uwaga, dośc spory spoiler}
monikate 04.06.06, 22:18 + odpowiedz

Jeszcze na gorąco:
Brajnie drogi, to Faber jest zimny, Faber! W „Kwinkunksie” kłębią się emocje.
Faber momentami przypomina naukowca, który bierze jakiś element rzeczywistości
pod szkło mikroskopowe, obserwuje go beznamiętnie i chłodno opisuje.
Postacie, które pojawiają się w „Kwinkunksie” są konsekwencją drogi życiowej
bohatera. John H. szuka prawdy o sobie na różnych szlakach. I spotyka różnych
ludzi, to logiczne. Co my tu mamy?
1.Powieść inicjacyjną o szkatułkowej (między innymi) budowie, co poza wszystkim
daje nieludzką frajdę z lektury; powieść o niejednoznacznym zakończeniu, bo pan
E. jest tatusiem bohatera, ale sam piszesz o innych tropach… też je rozważałam,
w końcu słodkie niewiniątko, pani Clothier mogła być i przez innych szubrawców
uwiedziona :)
2.Obraz dzikiego rozwoju wczesnego kapitalizmu, co mi się bardzo przekłada na
to, co u nas się w tym temacie wyprawia; dołączone do tego opisy spekulacji
gruntami, nieruchomościami, ciemnych dróg dochodzenia do bogactwa z dokładnymi
wyliczeniami toż to czysta prawda i miód! W czytaniu, rzecz jasna :)
3.A jakże, opisy życia codziennego w Anglii epoki Regencji. Tak, hierarchia
służby, stosunki międzyludzkie, zwyczaje kuchenne, salonowe, uliczne itd.-
napisane wspaniałe! Nie mów, że przepisane wprost ze źródeł, choć autor ze
źródeł korzystał. Lecz cudownie się o tym czyta! Te opisy aż skrzą!
4.Co najmniej satyra życia rodzinnego i rodziny czyli ilustracja porzekadła, iż
z rodziną najlepiej wychodzi się na fotografii. Zwróć uwagę, że osoby dramatu
są blisko ze sobą spokrewnione, a jakie stanowią kłębowisko żmij...
5.W sumie przednia zabawa (do refleksji). Te sensacyjne zwroty w akcji, zdrady,
ucieczki, „telenowelowe” kłopoty rodzinne i ogólne… Brain, przeca życie jest
nowelą!
6.No i tak skromnie na końcu zapytam, czy nie zwróciłeś uwagi na kompozycję
powieści? Bo to jest mistrzostwo!
Jak coś mi się jeszcze przypomni, to napiszę.

Po pierwsze jeśli nauka nie radzi sobie z wyjaśnianiem zjawiska snu, to nie
znaczy, że nic na temat snów i śnienia nie wiemy. Przecież każdy z nas ma sny,
więc któż lepiej może je poznać niż sam śniący.

Po drugie mózg podczas fazy śnienia nie jest całkowicie odłączony, i człowiek
myśli, odczuwa emocje, interpretuje owe impulsy tworzac obrazy snu i wykonuje
całą masę innych czynności. Aktywoność elektryczna mózgu jest tylko paliwem dla
śniącego i nie wpływa na treść snów - to umysł ludzi tworzy projektuje sny.

Po trzecie konkretny element snu ściśle wiąże się z innymi elementami snu (np.
emocje, osoby, czynności, przedmioty). Relacje pomiędzy tymi elementami
niezwykle istotne dla interpretatora jak i dla samego śniącego, którzy ów sen
próbują wyjaśnić. Więc przytoczony przez ciebie przykład z filiżanką nie jest
dobry, bo nie uwzględnia relacji z innymi elementami snu. Dlatego śniący
powinien podać jak najpełniejszy opis swego snu wraz z wszelkimi możliwymi
szczegółami.

Po czwarte interpretacja snów odbywa się na dwóch podstawowych poziomach.
Pierwszy poziom to po prostu rozumowa interpretacja treści snu. Na poziomie
drugim interpretujący używa treści snu jako "świadka", czyli przedmiotu za
pomocą którego wczuwa się w śniącego, wnika w niego i tam odnajduje potrzebne
informacje.

Mówisz o wiarygodności interpretacji, jak rozumiem traktujesz wiarygodność po
prostu jako zgodność owej interpretacji z rzeczywistością!? Jednak rzeczywistość
jest o wiele bardziej skomplikowana. Interpretacja snów nie tyczy się tylko
przewidywaniu przyszłych zdarzeń - bo te jest łatwo zweryfikować - lecz może
także dotyczyć bardzo subtelnych aspektów osobowości śniącego, o których on sam
nie wie, więc nie można tu mówić o wiarygodności interpretacji. Jednak to, że
nie można owej wiarygodności dowieść, to nie znaczy, że interpretacja nie może
być wiarygodna. Po prostu za bardzo kładziesz nacisk na udowadnianie
wiarygodności, a ono tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia w tym przypadku.
Śniący otrrzymuje swą interpretacje i może z nią zrobić co zechce, jest wolny.


pompompom zauważ , że opis Twoich snów jest szczątkowy. Sprowadza się jedynie
do tego, że śni Ci się mężczyzna, który zaleca się do Ciebie. Cała reszta to
wyjaśnienie dotyczące rzeczywistości, w której się obracasz. Ja próbuję
interpretować symbole senne, nawet w snach „powracających”, ale u Ciebie jest
ich sama przyznasz niewiele. Piszesz cytuję :” że śni mi się ta sama osoba,
zachowuje się w stosunku do mnie prawie tak samo za każdym razem, tylko zmienia
się otoczenie, sytuacja.” Pominęłaś zupełnie np. opisy tych zmieniających się
symboli dotyczących otoczenia i sytuacji . Także o swoich emocjach w czasie
trwania tych snów nie wspomniałaś. No trudno. Musi mi wystarczyć to co mam ;-)
Nasza podświadomość dotąd nas „molestuje” poprzez symbole, dokąd nasza
świadomość nie jako intuicyjnie wpadnie na to, o co tej pierwszej chodzi.
Aż „zrozumie” przekaz. Czasami sny dotyczą zupełnie innych wydarzeń, jednak
niosą ze sobą te same informacje. Sny powracające mają to do siebie, że
niektóre elementy są niemal identyczne. Dzieje się tak dlatego, że właśnie one
są istotne i nie da się ich zastąpić innymi. Czasem w ten sposób pojawia się
obraz kogoś (lub czegoś) o kim intensywnie myślimy. Ty twierdzisz, że tak nie
jest. Nie myślisz o tym człowieku. To znaczy nie myślałaś, bo teraz myślisz,
właśnie dlatego, że często pojawia się w Twoich sennych marzeniach. Może więc
być tak, że Twoja podświadomość widzi w tym człowieku kogoś godnego
zainteresowania. Może być i tak, że to ta osoba właśnie z jakichś powodów,
bardziej emocjonalnie myśli o Tobie. Wtedy ma to cechy wglądu telepatycznego.
Efektem takiego „wglądu” może być potem (na jawie) próba nawiązania kontaktu (
a Waszym przypadku) na innej niż dotychczasowa płaszczyźnie.
Pozdrawiam :-)

projekt layout'u spolecznosci internetowej
Uwaga, w związku z dynamicznym rozwojem portalu swoi.pl poszukujemy
kreatywnych osób, które podejmą się realizacji ambitnego projektu
graficznego. Celem jest stworzenie atrakcyjnej koncepcji graficznej portalu
społeczności internetowej swoi.pl. Portal skierowany jest do ludzi w wieku 15-
30.

Opis projektu:

Zadanie polega na stworzeniu:
1. Projektu / layoutu strony tytułowej portalu społeczności internetowej
swoi.pl
a. Strona powinna być ‘żywa’, przejrzysta, łatwa w nawigacji
b. Strona powinna zawierać elementy: logo, menu wyboru (zgodne z
aktualną stroną swoi.pl), menu logowania, miejsce na newsy, miejsce na
zdjęcia nowych userów, miejsce na info o imprezach z możliwość wklejania
grafiki, aktualny tekst dnia (użytkownicy wpisują co jaki tekst będzie tam
wyświetlany). Na stronie głównej powinien znajdować się obraz, który będzie
można wymieniać przez moderatora (grafika świąteczna, sylwestrowa,
walentynkowa, wakacyjna)
2. Projektu / layoutu strony ‘po zalogowaniu’ w portalu społeczności
internetowej swoi.pl
a. Na stronie powinny znaleźć się elementy: menu wyboru (zgodne z
aktualna stroną swoi.pl: strona główna, lista przyjaciół, szukaj, werbuj,
strefy, forum, księga gości, blog, wiadomości, na żywo, profil), aktualna
ankieta, kanały rss zdefiniowane przez, lista stref użytkownika do których
jest zapisany, ostatnie wpisy z forum

Osoby zainteresowane są proszone o nadsyłanie propozycji layoutu (punkt 1 i
2). Z osobami, które nadeślą najciekawsze propozycje skontaktujemy się i
omówimy dalsze warunki współpracy.

Projekty w plikach *.jpg oraz ewentualne pytania prosimy nadsyłać na adres
tomek@swoi.pl

zdanka1 napisała:

> A wiesz, ze mnei 'American Psycho ' znudził? W ogóle czuję cały czas, ze moze
> zle zrobiłam, bo są pewne ksiazki, które wypada czytać w oryginale , np.
> czuję , z e McEwan jest jakoś nie tak tłumaczony. I moze tak samo z Ellisem?
>
> No nie wiem, czułam sie jakbym czytała wyliczankę tego, co gośćzjadł, do kogo
> dzwonił, czym pachnie, gdzie kupuje koszule, jaki ma telefon i co pewien czas
> jak kogoś dyma i odcina reke , nogę, wbija gdzieś tam szpikulec, a wszystko w
> identycznym tonie jak opis tego, gdzie kupuje zegarki...Ta ksiązka była dla
> mnei za długa i wreszcie sprzedałam ją w tym samy miejscu, w którym kupiłam...

Nie czytałem w oryginale, ale te piętrowe, stale powtarzające się, szczegółowe
opisy ubioru i rozmaitych akcesoriów to przecież jeden z najsmakowitszych
elementów powieści. I, jak mniemam, zabieg absolutnie celowy. Bo "American
Psycho" to chyba przede wszystkim esej na temat tożsamości współczesnego
człowieka. A raczej określonego typu człowieka, którego osobowość wyraża się w
jego cielesności, w gadżetach, które posiada, ubraniach jakie nosi, perfumach,
którymi się psika, mazidłach jakie w siebie wciera.

To co dla mnie stanowi o wielkiej wartości tej książki to fakt, że przy całym
maksymalnym zgorszeniu, jakie wywołuje i tej smolistej, krwawej ironii, jest
zarazem jakimś głęboko humanistycznym wrzaskiem gościa, który widzi upadek
cywilizacji - jej całkowite wyjałowienie. Przecież motto książki: "Wszystko
legło w gruzach i nikt nie zwrócił na to uwagi". Ellis ostro moralizuje. Daje
taki antropologiczny obraz kultury, w której człowiek = ciało i mówi, że kiedy
człowiek nie jest niczym więcej ponad ciało, to z tym ciałem można wszystko
zrobić. W sumie gdzieś już to ostatnio pisałem... :|

Przyznam, że język używany przez osobę piszącą na forum jest jednym z elementów
pomagających mi stworzyć sobie jej obraz. Jeśli chodzi o "literówki" jestem
bardzo tolerancyjna, bo przy pośpiesznym pisaniu sama robię ich dużo (chyba
jedna ręka działa szybciej niż druga ^_^).
Stosunek do błędów ortograficznych mam zróżnicowany. Jeśli ktoś robi jeden, nie
zwracam uwagi, każdemu może się zdarzyć. Jeśli błędy idą w parze ze słownictwem
i opisem sytuacji sugerującym niskie wykształcenie piszącego, po prostu
kwalifikuję go do grupy osób nisko wykształconych. Jeśli dodatkowo opisywana
przez taką osobę sytuacja życiowa jest mi zupełnie obca, przestaję czytać wątek
i nie wypowiadam się, bo wiem, że porozumienie będzie trudne.
Natomiast powódź błędów ortograficznych popełnianych przez dyslektyków zupełnie
mi nie przeszkadza. Mam dyslektyków/dysortografów w rodzinie i wiem, ile pracy
wymaga od nich opanowanie sztuki pisania bez pozornie bezsensownych błędów.
Muszą podczas pisania cały czas być skoncentrowani, jeśli za bardzo zajmie ich
temat, na który piszą, lub za bardzo się śpieszą, tekst szybko staje się trudny
do zrozumienia. Ponieważ czytałąm sporo takich tekstów, przestałąm zwracać uwagę
na ich formę i tylko przyjmuję przekazywane przez nie informacje.
A tak przy okazji - w znanych mi przypadkach przed wystawieniem zaświadczenia o
dysleksji/dysortografii dziecko musiało wykazać sie znajomością reguł
ortograficznych, a jeśli chodziło o uaktualnienie zaświadczenia przed jakimiś
egzaminami, trzeba było udokumentować terapię, jaką dziecko przechodziło (np.
pokazać zeszyty zapełnione przepisywanymi fragmentami książek).

Muzeum Podlaskie kupiło portret przedwojennego ...
To rzeczywiście optymistyczna informacja, ale zastanawia mnie do jakiego stopnia jest rzetelnie zrelacjonowana?

Jeśli, jak twierdzi rozmówca Pani Redaktor, portret został namalowany w roku 1934 i jego celem było uwiecznienie wizerunku Zyndrama jako oficera WP, powinien przedstawiać ppłk. piechoty Zyndrama-Kościałkowskiego, bo taki stopień oficerski wówczas nosił (awans ze schyłku 1931 r., ze starszeństwem od 1 stycznia 1932 r.).

Zatem postać na obrazie powinna być uwieczniona w ówczesnym mundurze oficera piechoty. Potwierdza to dyr. Lechowski, wskazując że Zyndram jest tu przedstawiony "w mundurze pułkownika Wojska Polskiego".

Nie budzi też specjalnych wątpliwości, że powinien to być mundur oficerski sprzed ujednolicającej jego wzór reformy umundurowania, wprowadzonej w połowie lat 30. przez Komisję Ubiorczą Ministerstwa Spraw Wojskowych. Mundur podobny - na pierwszy rzut oka - do tych, jakie spotykano w innych ówczesnych formacjach, np. Policji Państwowej czy Korpusie Ochrony Pogranicza.

Ale chyba ostatnią rzeczą, jaką mógłby powiedzieć postronny obserwator, jest to, że namalowany uniform przypomina regulaminowy ubiór którejkolwiek formacji mundurowej II RP. Co bez trudu zauważy nie tylko osoba, która nie jest w stanie wyrecytować z pamięci opisu kurtki oficerskiej wz. 36, ale i taka, która nie wie nawet czy i w jaki sposób ustalano przed wojną regulaminowe wzory poszczególnych elementów umundurowania Wojska Polskiego.

Kilka cech - zupełnie inny krój kurtki mundurowej, której ponadto brakuje charakterystycznego kołnierza ze stójką i wężykami (kurtki mundurowe z klapami i kołnierzem, pod którym była widoczna koszula z krawatem, były co prawda w lotnictwie, ale szyto je z materiału stalowoszarego i pojawiły się później) czy długiego rzędu srebrzystych guzików z orzełkami (tu widać dwa zwykłe, być może trzeci jest przysłonięty pasem głównym), do tego całkowicie inne są naramienniki (powinny być w barwie munduru, z dwiema belkami i dwiema gwiazdkami jako oznaczeniem stopnia). Itd. itp.

Zatem pytanie laika - w jakim mundurze jest uwieczniony nasz przedwojenny wojewoda? :-)

opis uciekł, bo przecież nie przyznam się, że zapomniałam

Monte Palace Tropical Garden – tropikalny ogród na wyspie Madera, położony jest ok. 5km od stolicy wyspy Funchel, na wzgórzu. Powierzchnia ogrodu 7ha, w rzeczywistości wydaje się być dużo większa, a to ze względu na liczne zbocza i mosty łączące wąwozy. Nachylenie zboczy sięga nawet kilkunastu metrów, tworząc w ten sposób coś na rodzaj „amfiteatru”. Punktem centralnym ogrodu jest pałac, który początkowo był hotelem, w późniejszym czasie stał się prywatną rezydencją, a w roku 1987 został przekazany fundacji. W ogrodzie znajdują się rośliny niemalże ze wszystkich kontynentów, jak i te charakterystyczne dla Wysp Kanaryjskich i Madery. Ciekawostką jest , że znajduje się tu największa kolekcja cycasów na świecie.
Ogród w ciekawy sposób łączy elementy orientalnej sztuki ogrodowej, jak czerwone mosty, bramy, pagody, stawy z kolekcjami karpi koi z tradycyjną architekturą ogrodową charakterystyczną dla Półwyspu Iberyjskiego. Liczne, olbrzymie, ceramiczne obrazy z kafli (jest ich tu 40), umieszczone na betonowych akweduktach porośniętych bluszczem, przedstawiają sceny z historii Portugali. W centralnej części ogrodów znajduje się jeziorko, do którego wpadają liczne cieki wodne i wodospady. Woda właściwie wędruje po całym ogrodzie, dlatego zadomowiły się tutaj łabędzie, kaczki i pawie.
Ogród utrzymany jest w idealnej kondycji, zachwyca egzotyką zgromadzonych tu roślin, które często osiągają kilkudziesięciometrowe rozmiary. Wśród tych gigantycznych palm, fikusów, cycasów rozmieszczone są czerwone mosty, wsparte kilkunastometrowymi słupami. Nie brakuje tutaj również wykładanych mozaiką, czy brukowanych kolorowymi kamieniami ścieżek. Ogród zdobią również starożytne posągi, ławki i łuki oraz dwumetrowe dzbany, amfory, wazy. Jeden z dzbanów, bogato zdobiony, zwany Kleopatrą, ma wysokość ponad 5m i waży 550kg (należy do największych dzbanów na świecie). W ogrodzie dominują właściwie dwa kolory: czerwony i niebieski, które znakomicie kontrastują z półcienistym charakterem tego ogrodu.
Jest to bardzo oryginalny ogród, jeden z najładniejszych. Zainteresuje nie tylko ogrodników, ale z pewnością również architektów i wszystkich wyczulonych na piękno.
Dodatkowo w ogrodzie znajdują się dwie kolekcje. Jedna to zbiór minerałów z całego świata. Druga to kolekcja współczesnych rzeźb z Zimbabwe.

Nowa strona historyczna o Gorzowie/Landsbergu
Zapraszam wszystkich serdecznie na nową witrynę internetową o Gorzowie
Wlkp./Landsbergu a/W:

www.landsberg.w.pl

Witryna ta powstała z potrzeby serca - autor jest miłośnikiem
Gorzowa/Landsberga, a w szczególności jego historii. Materiałów dotyczących
tej tematyki jednak próżno szukać w Internecie. Znaleźć można tylko krótkie
notki, które streszczają ponad 750-letnie dzieje miasta w kilku zdaniach...
Bez mała ociera się to o barbarzyństo!

Mam nadzieję, że dzięki tej witrynie ktoś pokocha moje miasto tak bardzo, jak ja.

Strona jest w pełni otwarta, chociaż prace nadal trwają. Co aktualnie można na
niej znaleźć?
1. Wyczerpującą historię miasta - od powstania do 1945 r.
2. Biogramy najsłynniejszych ludzi związanych z miastem.
3. Prawie 300 widokówek sprzed 1945 r.
4. Ciekawe zdjęcia o wartości historycznej.
5. Mapy historyczne związane z miastem.

W przyszłości przewiduje się poszerzenie zawartości witryny o następujące
elementy:
a) Dział "Kalendarium" - skrót najważniejszych wydarzeń w historii Gorzowa
Wlkp. na przestrzeni dziejów w formie data-opis.
b) Dział "Legendy" - mały zbiór i opis regionalnych mitów, legend, baśni i
innych ciekawych podań.
c) Dział "Ciekawostki" - mała pigułka z najbardziej interesujących fragmentów
historii miasta i jego mieszkańców.
d) Dział "Publikacje" - lista, obrazy okładek i oczywiście recenzje wszelkiej
maści książek i innych publikacji poświęconych Gorzowowi Wielkopolskiemu.
e) Systematycznie rozszerzanie działu "Widokówki", oczywiście poprzez
uzupełnianie go nowymi grafikami.

Zapraszam więc do oglądania, komentowania, oceniania etc. Miłego zwiedzania :-)

a000000 napisała:

> grgkh napisał:
>
> > Nie ma dowodu, nie ma istnienia.
>
> brak dowodu nie jest dowodem braku.

Owszem, jest. Ponieważ w tym przypadku występuje nie tylko brak dowodu, ale
JAWNA deklaracja, że takiego dowodu nie wolno przeprowadzać.

> > Bóg nie istnieje, o czym niektórzy z was nie wiedzą.

> Bóg jest istotą WIARY, nie wiedzy.

Ale ta "wiara" to żadne wątpienie . To zwyczajna, zadufana w sobie pewność.
Wiara to JEDNORAZOWA deklaracja, że zdanie o istnieniu boga jest prawdą. Czy
rozumiesz, że nasze myśli składają się wyłącznie ze zdań logicznych, które w
pewnym kontekscie mogą być prawdziwe lub fałszywe? Lub nieokreślone - ale
nieokreśloność to rezygnacja z zajmowania się tematem, to jego porzucenie, a nie
przyjmowanie którejś z wersji - prawda/fałsz.

> Gdyby istniały dowody na istnienie Boga - nie byłoby wiary,
> tylko wiedza czyli nauka....zważenie, zmierzenie, opomiarowanie
> matematyczne, narysowanie.... może nawet nawiązanie cywilno-
> prawnych stosunków międzypaństwowych...

Może... Ale przecież wierzący twierdzą, że bóg ma coś wspólnego ze światem. A
ponieważ wszystko, co sobie o świecie wyobrażamy jest niepewne, więc w tym
obrazie świata dowodzenie prawdziwości jest podstawą. Co się nie sprawdza, to
jest fałszem i musi być z obrazu świata odrzucone.

Bo do czego nam jest potrzebny obraz świata? Przecież do opisu jego
funkcjonowania, do spisu reguł, które nim rządzą, a w końcu do przewidywania
jego zachowania się, do przewidywania przyszłości. Obraz świat z fałszywymi
elementami przestaje się do tego celu nadawać. Wprowadza nas w błąd. Jest
fikcją, urojeniem. Obraz świata MUSI być weryfikowany i nie wolno mu odbierać w
żadnym momencie prawa do tej weryfikacji.

I na tym polega zakłamanie "wiary".

Tak jak napisała Iwona, "piu e meno" można kupić w Numerach i
Literach. Gdyby akurat nie było to dziewczyny szybko sprowadzą, bo
są ostatnio w stałym kontakcie z wydawcą Corraini Edizione.
Zabawka składa się z kilkudziesięciu kwadratowych elementów (ok
20x20 cm). Są to folie ( na każdej jeden prosty element, oczywiście
stylistyka lat 60-tych), ramki z grubej szarej tektury z wyciętymi
otworami w nieregularnych kształtach różnej wielkości, kalki
techniczne i białe podkładki. Elementy na foliach można podzielić na
kilka grup: ludzie, zwierzęta, rośliny, architektura, pogoda. Bawić
można się samemu układając, jedne na drugich, kolejne folie lub
kalki techniczne z dorysowanymi własnymi elemnetami i w ten sposób
tworząc własny obraz.
Można też w grupie rozdać elementy i układać wspólny obrazek (trochę
jak w tej zabawie z dokładaniem kolejnych słów do zdania, dopóki
jest czytelne i ma jaki-taki sens, zabawa trwa). Można też ułożyć
obrazek i przykryć go coraz mniejszymi ramkami, a
potem "podglądając" przez otwory w ramkach zgadywać co przedstawia
(naturalnie kto inny układa, kto inny zgaduje:-)). Myślę, że znajdą
się jeszcze inne pomysły na wykorzystanie "piu e meno". Gdyby ktoś
miał jakiś pomysł to bardzo chętnie go poznam.
Przepraszam za przydługi opis, ale w moim domu i w przedszkolu moich
dzieci "piu e meno" jest od kilku miesięcy hitem i nie umiem o tym
pisać bez emocjii ani w skrócie:-).
Na marginesie: bardzo dziękuję Iwono za możliwość dalszego pisania
na tym forum (choć nieczęsto to robię) i żałuję bardzo, że forum
zostało zamknięte. Zapewne nie bez powodu (nie miałam czasu
przekopywać się przez wątki na ten temat) ale jednak szkoda...

Ryms nr 7
tytuł jest zarazem odpowiedzia na pytanie: co czytalam do drugiej nad ranem?
Nowego Rymsa!
Kilka wrażeń.
Coś się zmieniło w szacie graficznej czasopisma i ta subtelna zmiana podoba mi
się - jest przejrzyściej, biegnie się płynnie od jednego tekstu do następnego, a
tematyka tego numeru jest spójna i niezwykle ciekawa: zwierzęta - w języku, w
bajkach i w obrazach, natura, świat wokół nas, na wyciągniecie ręki. W kilku
tekstach przewija się myśl, że jako dorośli za bardzo skupiamy się na
bezpieczeństwie dziecka, pojmowanym raczej jako izolacja od zagrożeń niż nauka
samodzielności, oraz na uczeniu go nowych umiejętności. Nie umiem powiedziec,
czy to trafny obraz, ja się z nim nie utożsamiam, chociaż przyjmuję (nieraz
mocno) krytyczne obserwacje.

Tekst o pawiu (i ptakach) Wilkonia autorstwa Jacka Friedricha jest po prostu
wspaniały! Oprócz swoich zalet i przyjemności lektury, przypomniał mi, że
obserwacja ptaków w ich róznorodnych środowiskach, wsłuchiwanie się w ich
odgłosy może stać się wielką przyjemnościa i nie trzeba wcale wielkiego
przygotowania.

Bardzo ciekawy tekst o sensie zwierzęcych postaci w bajkach i ludowych
przekazach według Lwa Wygotskiego M. Cackowskiej podsunął mi jeszcze jedno
skojarzenie-ilustrację zjawiska "wyciszania" emocji (całkiem odwrotnie niz np. w
antycznym teatrze), a mianowicie wizerunki zwierzat na kartach tarota. Niektore
talie są namalowane tak, by minimalizować lęk przed przepowiadaniem, własnie być
może przez podstawianie zamiast ludzkich postaci- postaci zwierząt - tu piękny
przykład
taroteca.multiply.com/photos/album/121/Animal_Lords#
Bardzo ciekawy i inspirujący jest także tekst Elizy Piotrowskiej o opisach
przyrody, o elemencie poetyckim w tekstach dla dzieci, i o starej romantycznej
idei mistycznego powrotu do natury. Jesień to świetna pora by przyglądać i
chłonąć zmieniajacą sie szybko aurę, a "na jesiennym niebie widzieć gwiazdy maja".

Wspaniała lektura na całe 31 stron i jestem - jak widać - pod sporym wrażeniem.

Sen
Zazwyczaj nie pamiętam swoich snów, a jeśli je pamiętam, to rzadko są
realistyczne. Są przedziwnym kolażem myśli, obrazów, wspomnień i diabli wiedzą
czego jeszcze.
Podobno śnimy codziennie i jednej nocy możemy mieć bardzo wiele snów, a
świadome śnienie ma duże znaczenie dla zwiększanie naszej świadomości tego, co
się dzieje poza naszym umysłem podczas odpoczynku.
Chciałbym Wam pokazać jeden opis snu. Jest to sen Balli, która opublikowała go
swego czasu na blogu jokker39.

"Nie będzie to sen na miarę Martina Luthera Kinga... to tylko jeden z niewielu
snów, jaki zapamiętałam po obudzeniu się. Przez lata całe powtarzał się,
zmieniając tylko szczegóły. Był realistyczny, a jednak trochę bajkowy...
Łączył w sobie najpiękniejsze elementy z całej mojej nadjezioro- rzekowej
młodości:) Pomiędzy łąkami płynie rzeka, dość szybko nurt, woda czysta,
kryształowa, widać dno porośnięte wodnymi roślinami. Nadbrzeżne wysokie drzewa
rzucają cień na wodę, tworząc szachownicę: cień, pas słońca, cień, pas
słońca... tatarak chyli się razem z wiatrem raz w jedną, raz w drugą stronę,
przy okazji przeglądając się w lustrze wody. Atmosfera jest wakacyjna, bardzo
ciepło, cicho, łagodnie, pomykają ważki i jakieś inne cudeńka przyrody. Płynę
kajakiem. Mijam słoneczne plamy kładące się na wodzie, wtedy jest tak
bezpiecznie- moja rzeka, znam ją, tu się kąpię, tu szaleję z koleżankami... W
momencie wpłynięcia w cień, rzeka, ta sama przecież, staje się niebezpieczna.
Nie wiem czemu. Chwytam się kurczowo brzegów kajaka i czekam niecierpliwie na
ten jasny, słoneczny odcinek mojej wodnej wędrówki. Jest tak, jak nad "moją"
rzeką dzieciństwa, niby swojsko i bezpiecznie, a jednak- tamta realna rzeka
miała swoją tragiczną tajemnicę, zwoje drutu kolczastego na dnie, mające
odstraszać chętnych do jej przepłynięcia. Ta ze snu też ją ma. Muszę nią
płynąć, a już nie chcę. Nie daję rady wiosłować, boję się wpłynąć w tunel,
taki mi znajomy, a jednak mam obawę. Nie wiem, jaka jest tajemnica tego tunelu....

Dziś wiem, co oznacza ten sen, dziś już dobrze wiem..."

Czy pamiętacie swoje najpiękniejsze i najbardziej niepokojące sny?

Skąd w Tobie <aaa> tak silne wzburzenie emocjonalne (zupełnie jak u
<heure>)? Nie potrafisz się powstrzymać przed obrażaniem?

Drażni Cię, że Żydówka przedstawiła o Żydach prawdę, a nie
nostalgiczny, cukierkowy, wyimaginowany obraz obecny na niektórych
żydowskich portalach. Ty wręcz polemizujesz z autorką książki
usiłując pokazać, że to nic takiego, że to takie ludzkie.

Oczywiście, że takie patologie występują w różnych społeczeństwach.
Ja natomiast zwracam uwagę na ich NAGROMADZENIE na przestrzeni
jednego, czy dwóch podwórek, pośród lokatorów kilku kamienic.
Nagromadzenie tak bolesne, że autorka zawarła te wszystkie opisy na
kilku pierwszych stronach swojej książki.

Czy naprawdę sądzisz, że to było normalne, żeby tak bogaci, jak
biedni Żydzi, żeby skorzystać z "toilette" musieli brodzić w
fekalich i nie przeszkadzało im to przez lata?

Czytając te opisy miałem skojarzenia z niemieckimi filmami
pokazującymi życie Żydów. System hitlerowski robił te filmy dla
udowodnienia zbrodniczej tezy o wyższosci jednej rasy nad drugą.
Jednak jak każde działania propagandowe musiały mieć one dla
uwiarygodnienia punkt zaczepienia - jakiś element prawdziwy. Czy
społeczeństwo niemieckie uwierzyłoby propagandzie mówiącej, że
Żydzi mają fioletową skórę w srebrne esyfloresy? Nie, oni widzieli
na ulicach zapuszczonych, niegolonych, w poplamionych chałatach
śmierdzących czosnkiem i cebulą. Oni wiedzieli, że nie masz
sprytniejszego od uchylania się przed płaceniem podatków, czy
oszukiwaniem kontroli sanitarnej. To właśnie między innymi opisała
autorka wspomnianej przez <leniaka> książki.

I zamiast relatywizować <aaa> i silić się na złośliwości, może
warto byłoby zadumać się nad realiami przedwojennego, żydowskiego
Lublina?

Ponieważ zostałem wywołany niejako do tablicy - pozwolę sobie jako pierwszy na
odpowiedż.
Owszem - przykład z ta nieszczęsną czapka był trochę niefortunny. Owszem opierał
się na pewnego rodzaju nostalgii.
Swoją drogą nieraz to sam z siebie się śmieje że zachowuje się identycznie jak
moi rodzice ktorzy ciągle twierdzą że przed wojną to był porządek a teraz to
istna sodomia. Coś w tym jest.

Jeżeli temat został wywolany, to pozwolę sobie na dodanie jeszcze jednego wątku
związanego z nostalgią za przeszłością.
Otóż tak się złożyło że akurat tydzeiń temu mieliśmy spotkanie klasowe. Od czasu
do czasu moja dawna klasa licealna spotyka sie. Tak się składa że na 30 osób
które zdawało maturę bodajże 10pracuje w tej chwili w szkolnictwie - poczynając
od podstawówki koncząc zaś na wykładowcy w uczelni wojskowej.
Z ciekawości przeprowadziłem krótki sondaż na temat metod wychowawczych - no cóż
opinie są jak zwykle w takich przypadkach bardzo ciekawe.
Wszelkie metody w których występują elementy przemocy są niepedagogiczne ale z
drugiej strony - czasem postawienie do kąta byłoby zbawiennym wyjściem z sytuacji.
Tęsknota za młodością i za swietlanym obrazem przeszłości? - chyba nie tylko,
raczej stwierdzenie faktu że postępując zgodnie z jak najbardziej racjonalnymi
zasadami czasem nauczyciel jest po prostu bezradny - nawet ten który jest
naprawdę dobrym pedagogiem.
Zwłaszcza w gimnazjum które w zgodnej opinii przynajmniej moich znajomych
pedagogów jest bardzo złym tworem.

Natomiast to że jak świat światem mlodzież chuliganiła a różnica właściwie
polega tylko na tym że teraz pojedyncze wypadki są bardzo nagłaśniane, nie jest
niczym nowym.
Nawet w średniowieczu znane były rozróby na uczelniach że nie wspomnę już o
opisie lat szkolnych zawartych w "Wyznaniach" św. Augustyna który aniołkiem nie był.

Autorytetu nie da się zbudować na chamstwie. Bardziej zależało mi na odpowiedzi
dlaczego teraz czasem dosłownie jeden chuligan potrafi zastraszyć grupę ludzi
którzy czują się bezradni?

Też efekt rezonansowy przyszedł mi jako pierwszy do głowy jako próba
wyjaśnienia tej osobliwej zagadki. Właśnie jakiegoś rezonansu szukałbym miedzy
takimi elementami jak: możliwe fluktuacje pola magnetycznego Saturna (nie wiem
czy zjawisko fluktuacji wogóle na Saturnie występuje, ale nie wykluczam jego
istnienia, bo po prostu nie wiem jak wiele wiadomo na temat Saturna); zjawiska
pływowe wywoływane przez cieższe księżyce Saturna; obecność mnogiej ilości
efektów "atmosferycznych" bliżej jeszcze nam nie znanych; innych mnogich
procesów zachodzących w głębszych przez co niedostrzegalnych optycznie warstw
Saturna oraz rezonowanie jednocześnie między sobą conajmniej dwóch różnego
rodzaju spośród wymienionych wyżej. A może to wynik zderzenia bocznego trzech
podobnych w sile cykolnów (jak sugeruje "drojb" - coby nie było że ja pierwszy
na to wpadłem... ;)), którego miało miejsce w jednym czasie? Wszak efektem tego
byłob właśnie w którejś fazie chyba kształt sześciokąta? (tu zadanie dla
matematyków - prosimy o podanie matematycznego modelu... A może fizycy się
popiszą...? chylę czoła, bo ja skromny chemik, a opis ruchu trzech ciał słabo
pamietam... ;) ) Śladów tych trzech pra-cyklonów szukałbym wśród tych ciemnych
obszarów na obwodzie wielokąta, które sugerują lokalne zagęszczenia energii,
których mocne promieniowanie "wypaliło" aż czerń na obrazie kamery (jeśli tak
można czytać tę technikę rejestracji zdjęć w podczerwieni).

Zjawisko faktycznie ciekawe, choć myślę, że jego miejsce jest
wsród "ciekawostek naukowych" (których wagi naukowej absolutnie nie mam zamiaru
umniejszać, wszak to one są często inspiracją pchającą naukowców w ramiona
nauki...)

A ja przestałem chodzić do kina odkąd królują tam
rzutniki cyfrowe - bo wychodziłem z bólem głowy. Cyfrowość było
szczególnie widać przy szybszych ruchach kamery, panoramowaniu -
widać było, że dekompresor się nie wyrabia i obraz był fragmentami
skokowy co bardzo niekorzystnie działało na mój odbiór filmu.

Z resztą po co nam 50 kanałów skoro na tych kilku co teraz są nie ma
co nadawać, nadawcy się naśladują, puszczają te same filmy z
przesunięciem dniowym czy nawet kilkugodzinnym.

Cyfryzacja to koszmarne wydatki na sprzęt, który starzeje się dużo
szybciej niż systemy analogowe, do tego często okazuje się, że w
razie co to brakuje części zamiennych do sprzętu, bo elementy były
robione w małej partii pod konkretny model sprzętu. Układy analogowe
były robione na standardowych elementach, na które zawsze były
zastępniki (można było z powodzeniem zastąpić taki element nowszym).
W urządzeniach cyfrowych nawet prosta awaria jest praktycznie
nienaprawialna metodą wymiany elementu, bo nie dość, że nietypowy to
jeszcze znaczna część pracy jest wykonywana programowo a do programu
to nawet w serwisie nie ma dostępu (nawet ze schematami są kłopoty -
wiem bo pracuję w serwisie urządzeń i ta cała nowoczesna cyfryzacja
to jest wrzód na d... a nie nowoczesność). Pomijam już względy
ekologiczne, kiedyś naprawa poodowała "wygenerowanie" jednego
uszkodzonego elementu do śmietnika a teraz się wyrzuca całe płytki z
całą tablica Mendelejewa na "pokładzie", bo nie można już wymienić
pojedyńczego elementu (rezystora, tranzystora itp). Nawet w
serwisach nie znają dokładnie działania tej całej nowoczesności, bo
instrukcje serwisowe praktycznie nie zawierają takich opisów.
W końcu przywali nas kupa zepsutego sprzętu, w którym tak na prawdę
to uszkodzony jest pojedyńczy element ale cóż wszyscy jesteśmy
bogaci z domu a wszystkie trąby grają cyfrowo ..

Tylko nie zapominajmy, że mimo postępu ludzie dalej słyszą, widzą i
czują analogowo a dzięki nowoczesnej muzyce i dyskotekom większość
niedowidzi i niedosłyszy tej całej "jakości cyfrowej"

Powtarza się zabawa w wielokrotne ładowanie i załadowywanie strony - jako
"nośnika idei" rozpraszania, utrudniania itd. Wytwarza "halucynację"
specyficznego współistnienia emocjonalnego ludzi oddzielonych interfejsem. Taki
"przekaz" tworzący "obraz" jest wykonywany na przenajrozmaitsze sposoby od 6,5 roku.
Właśnie po raz kolejny wynurzył się mój znajomy i przyjaciel z lat szczenięcych
i młodzieńczych. Poinformował mnie o praktycznym braku wątpliwości do mojej
tożsamości w sposób mogący okazać się praktyczny. Nie pozostaje mi nic innego
jak być wdzięcznym za pozostałe zaangażowanie. To jest sytuacja gdzie można
wybierać między potwierdzeniem, a próbą (być może i tak obserwowanego z pozycji
pewności) żmudnego zacierania tożsamości. Właśnie do takich relatywizujących
gestów przejmowania formalnej odpowiedzialności za czyny wobec mnie jestem
zmuszany i jest to działanie supersystemowe. To jest film, w którymznamienitą
rolę grają klony superpodwójnych agentów. A superpodwójni agenci mogą przyjmować
postaci upajacowane finezyjnie na kapłanów etyki w ogarniętym kataklizmem
świecie wojny-niewojny - arcypodpuszczenia. Świecie "brudnych butów".
To się udaje w niemałym % właśnie dzięki ich wyłapywaniu fałszywych tonów by
tworzyć z nich, troskliwym opisem, elementy konstrukcyjne. Oczywiście głębiej
nie przestając na moment szydzić z wszystkiego co piszą, a więc królewsko
wpuszczając jad aksamitnego produkowania antyznaczeń. Muszą tylko czasem uważać
by szyderstwo nie udzielało się samemu szyderstwu. Chociaż w przypadku akcji
"Razem" idealne współistnienie afirmacji - jako "zaproszenia" - i szyderstwa "po
wejściu" jest mechanizmem uprzemysłowionym.
Ale dziś niewielka większość sercem mimo tego jest po stronie anty kopulacjiidei
gospodarkoidalnej, po stronie anty wobec przemyślnego angażowania szlachetnych
odruchów do bajora zabawy formą. Zasilanego nie tylko istotą zjawiska, ale też
równoległą zautonomizowaną produkcją istoty zjawiska. Nie ma tu albo - albo.
Trzeba bronić się przed demonami samorodnymi i pewnością ich dokarmienia.
Dlatego ze złem nie można podejmować żadnej gry. Bo istotą zła bywa mem
przekształcania, spłaszczania wszystkiego, całego świata, nawet i "giełdy
wartości" we wzór gry.